1q2 napisał(a):

eye63 - Ty chyba inny mecz oglądałeś
Masz ciągoty by usprawiedliwiać niedołężność tym że chłopaki noszą białą gwiazdę na piersi.Może podświadomie ale masz to i to nie jest jakiś zarzut.
|
Panowie (bo i Eustachy na hasła "Łobo i Niedzielan" się od razu dołącza

), ja się przyznaję, że patrzę trochę lżejszym okiem na to co robią niektórzy piłkarze, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności (ich zarobki, okresy przygotowawcze itd.). Co do meczu - było słabo, ale nie było też tragicznie. Zainkasowaliśmy trzy punkty, więc trzeba patrzeć w przyszłość i wierzyć, że naprawdę będzie lepiej, Boguskiego nie ma co oceniać po tym jednym meczu, tak samo jako nie należy oceniać Zieńczuka, bo to pierwszy jego występ na oczekiwanym poziomie w tym sezonie, nie wiem na ile jest to spowodowane sportową złością, a na ile chęcią "dokontraktowania" się na kolejne dwa lata z podwyżką.
Eustachy napisał(a):

|
A ja sie zgadzam w 100 % z Hebanem, przynajmniej jesli chodzi o napastnikow. Ktos znany powiedzial niedawno w C+, ze skutecznosc to taki element, ktorego nie da sie ot tak wytrenowac na treningach. Wrodzona smykalke do strzelania trzeba miec. Dlatego napastnicy sa zwykle najdrozsi. Inaczej wystarczyloby po prostu wytrenowac takiego Grzegorza Podstawka na krola strzelcow. To tak jak z malowaniem obrazow. Albo ktos ma talent, albo moze sobie co najwyzej pokolorowac jaja na Wielkanoc. I nic tu nie zmienia porownania do Kossaka, Picasso czy Van Gogha (czyt. Brozka, Van Bastena czy Inzaghiego)
|
Zgadzam się połowicznie. Smykałkę do strzelania bramek trzeba mieć, ale tak naprawdę tę właściwą smykałkę, czyli naturalny talent do strzelania bramek ma niewielu piłkarzy. U nas to był Frankowski, swego czasu Piechna, na świecie dawniej Van Nistelrooy itd. To są piłkarze, którzy potrafią przynajmniej w dwóch sezonach pod rząd ustrzelić podobną, wysoką ilość bramek. Ale - już takiej smykałki nie ma na pewno ani Żurawski, ani Brożek, po prostu o takiego piłkarza jest naprawdę trudno. Dlatego ceni się bardzo piłkarzy, którzy posiadają naturalny talent do dochodzenia do sytuacji strzeleckich - takich jak Brożek, którego udało się w miarę konkretnie "przerobić", by wykorzystywał szanse, po Chinyamę, który na te 6 okazji jedną ustrzeli. Jednak tak czy siak dla większości napastników cholernie ważny jest trening skuteczności, wyrobienia u nich automatycznych odruchów, tak moim zdaniem stworzono Żurawia, który potrafił trafiać w Lechu i być cholernie przyblokowanym w Wiśle, dopóki taki gość gra, trenuje - to wszystko jest ok, potrafi trafić w okienko, gdy przestaje, to gra tak, jak grał w reprezentacji, czyli nijak, a w takich sytuacjach, które wykorzystywał - strzela nad poprzeczkę.
Jeszcze inaczej, najprościej jak się da - skuteczny napastnik to taki, który w każdej sytuacji w jakiej się znajdzie, nie traci zimnej krwi i przede wszystkim wie co chce zrobić, wie kiedy ma przelobować, wie kiedy ma tylko "dotknąć" piłkę. Większość napastników jednak się "podpala" i jedyną metodą jest najmocniej kopnąć w światło bramki, jeśli taki piłkarz zdecyduje się na wariant np. okiwania bramkarza, to później jest cholernie duża szansa, że albo się wygoni z piłką, albo po udanym zwodzie zacznie panikować i dogoni go obrońca (pamiętny powrót Clebera do Klatta) itd.
A najoczywistszym dowodem na to, że da się wytrenować pewne cechy (w tym i skuteczność) jest "Cyc" Lewandowski. Z kompletnego drewna nadającego się tylko do rozbijania ataków (a i to nie zawsze), stał się gościem, który myśli jak kopnąć piłkę i wie, że jak dobrze kopnie, to czy w bramce stoi Cech, czy kucharz, specjalizujący się w filetach, z San Marino - nie ma szans na interwencję - i przypatrzcie się na jego bramki z Czechami w sparingu i z ostatniego meczu reprezentacji.
Tego nie jest łatwo się nauczyć i nie wiem czy ktokolwiek z trenerów w naszej lidze jest w stanie tego uczyć, bo to jest ciężka praca z najgłupszymi podstawami, jak odpowiednie ustawianie stopy, ćwiczenie cierpliwości, psychiki (niektórzy po prostu za bardzo się stresują i z wieloma nic się nie da na to poradzić), techniki, aż po reakcje na boisku - i taki Ćwielong potrafi sobie podkapkować pod sytuację strzelecką, ale co z tego, gdy później myśli tylko, żeby przyłożyć w światło bramki - co się kończy albo przestowrzami, albo dupą obrońcy.
Do powyżej - zmiana Cantoro w końcówce jak najbardziej słuszna, w ostatnich minutach przy 1:0 tylko def. pomocnik. Napastnika trzeba było wpuścić dużo wcześniej za Ćwielonga lub Boguskiego.