To ja moze opowiem moja historie ...
Od dawnien dawna fascynowalo mnie palenie byla duza ciekawosc ze mama pali sobie i sie przy tym "relaksuje"
Na powaznie zaczalem w wieku 14 lat ( nie martwcie sie uroslem

) Jezeli nie mam konkretnego zajecia to dla zabicia czasu musze zapalic mimo ze mam wystarczajaca dawke nikotyny sprzed dajmy na to 20 minut ...
W czasie stresu poprostu rozrywa mnie panikuje jak nie ma kiepow jestem w stanie wogole nie wyjsc z domu jak nie mam papierosow ogarnia mnie straszna panika w takim momencie. Jak jezdze samochodem to wogole nie pale bo nie chce robic gnoju w aucie ale jak juz zlapia mnie przjazdy kolejowe czy cus to nie odmowie sobie dymka

Raz chyba przelamalem sie i nie zapalilem do godziny 14:00 straszne nerwy rece same chodzily zero jakiej kolwiek koncentracji ale za to odczulem ta swiezosc fizyczna pluca byly jakby nainhalowane jakims cudownym preparatem taka lekkosc ... Kiedys na pewno powaznie sie zastanowie nad rzuceniem tego bo to gowno ... Palacze sa udopornien na dym tytoniowy i organizm wbrew pozora nie jest tak podatny na raka jak u osob ktore sa niepalace a wdychaja ten dym + dodatkowo Co2
I dawniej jak palilem wsumie mniej to i na silke sie chcialo chodzic na rowerze jezdzilem w gale gralem to jakos czlowiek koksowato wygladal

a teraz tylko brzuch ... dobrze ze juz nie pije tyle czasu przynajmniej
A pale Reveny bo jest ich 24

zwykle paczke mam rowniutko Dobe