|
październik 2007 rzuciłem palenie. paliłem wtedy dość prężnie (skręty bez filtra często) i zaczynało już działać mi to na zdrowie. wcześniej z różnymi przerwami około 8 lat. Wczesną jesienią owego 2007 roku trzęsło już mną niemiłosiernie - początki astmy okrzelowej, więc duszenie się, świst w oddechu, "ciężkie płuca" zgasiłem peta w knajpie i powiedziałem że koniec - od tej pory raz tylko (2 miechy poźniej ) zapaliłem będąc ciężko pijany. Wcześniej do alkoholu musiała zejść rama przynajmniej a czasem więcej, do tego uczelnia i częsty papierosek w przerwie. Odkąd rzuciłem czuje się o niebo lepiej, nie cuchnę, nie skarżę się na drogi oddechowe, więcej pieniędzy człowiek ma w kieszeni a przy okazji nie czuję się zniewolony przez coś i ograniczony. choć dym mnie drażni obecnie to czasem najdzie mnie ochota na dobrego papieroska lub skręta z aromatyzowanego tytoniu , jednak nie jest na tyle silna bym sięgał po rakotwora. Nic nowego nie wnoszę do tematu - silna wolna i tyle. dla mnie dodatkowym bodźcem był fakt związania się z niepalącą dziewczyną a przedewszystkim zdrowiem. Jak ktoś chce naprawde to rzuci - polecam wszystkim bo taniej, zdrowiej, lepiej się jakoś zyję bez fajek (aczkolwiek wojujący antynikotynowcy działają mi na nerwy tak samo jak palacze)
|