Mnie dziwi tylko jedno, skoro tak wszystkie media negują źródła i warsztat Zyzaka i krytykują go za te anonimowe relacje (osobiście przyznaję, że mam wątpliwości co do opierania się na tego typu źródłach, aczkolwiek są naukowe prace historyczne opierające się na tego typu relacjach), dlaczego do tej pory żadna stacja telewizyjna, żadna gazeta, żaden wreszcie dziennikarz śledczy nie wybrał się do tych miejscowości (przecież niewielkich) i nie popytał ludzi co mają do powiedzenia o Lechu Wałęsie, bądź nawet o to czy był u nich Paweł Zyzak i wypytywał ich o byłego sąsiada.
Kolejną sprawą jest to, iż skoro pada tak wiele zarzutów o podane przez Zyzaka wydarzenia oparte na tychże relacjach, istnieje droga sądowa w przypadku, przeprowadzenia której i braku odpowiedniego uargumentowania dowodowego swoich sądów, Paweł Zyzak musiałby się z nich wycofać. Dlaczego więc miast przeprowadzić tą drogą swoją argumentację, LW i środowiska jego obrońców jedynie bluzgają autora
Tutaj wypada mi się jedynie zgodzić ze stwierdzeniem Sambo, kiedy ukazała się (a przecież nawet jeszcze zanim się ukazała) książka Cenckiewicza i Gontarczyka, autorzy obsobaczani byli za opieranie się na dokumentacji esbeckiej, a nie na np. relacjach współpracowników. Teraz Zyzaka spotykają bluzgi za opieranie się na relacjach, w tym przecież osób bliskich Wałęsie (choćby m. in. Celińskiego, Drzycimskiego, Borusewicza itp.). Sądzę, że w myśl przysłowia "znajdzcie mi człowieka, a ja znajdę nań paragraf" zawsze znajdzie się bicz, którym smagany będzie każdy niepokorny, który ośmieli się naruszyć "pomnik".