|
Eh, panowie dajcie spokoj...
Skoro pojawil sie temat Lecha Wałęsy to i ja dorzuca kilka słów nt swoich przemyslen dotyczacych ewentualnej agenturalnej przeszlosci bylego prezydenta.
Wytlumaczcie mi jedna kwestie, ktora do mojej, byc moze mlodej i niepotrafiacej zrozumiec realiow lat osiemdziesiatych glowie, nie moze w zaden sposob dotrzec.
Cala kwestia wspolpracy Wałęsy z SB dotyczy okresu, w ktorym nie byl on jeszcze czynnym dzialaczem Solidarnosci i nie 'aspirowal', jesli moge tak sie wyrazic, na ikone ruchu solidarnosciowego i wyzwolecielskiego spod jarzma sowieckiego. I tutaj rodzi sie moje zdumienie, niedoczytanie czy niejanosc. Jakkolwiek zwal. Dlaczego Jaruzelski, majac w glowie fakt, ze wladza ucieka mu z rak (wielomilionowy ruch obywatelski, nastawiony do wladzy bynajmniej "nieprzychylnie", coraz aktywniejsza polityka Stanow dotyczaca rejonow na wschod od 'zelaznej kurtyny' itd.) nie ujawnil juz w tym czasie wszystkich dokumentow, ktore zgromadzila bezpieka. Niewatpliwie pokazanie, ze Wałęsa - symbol, przynajmniej na tamte czasy, Solidarnosci - kablowal w Stoczni na wspolpracownikow obaliloby mit przywodcy i zdeprecjonowalo Walese w oczach doslownie kazdego Polaka?
Tylko Wisła Ukochana Wisła
|