|
Jasne, przecież to jest oczywiste. Mógł poczekać, w końcu nie ma się co spieszyć. Zostały "całe" 3 okrążenia.
Szanowni przedmówcy chyba nie zrozumieli, o co chodziło: Kubica nie walczył o 2 miejsce. On walczył o zwycięstwo. Chciał jak najszybciej minąć Vettela i ścigać Buttona. Co, biorąc pod uwagę jazdę Anglika na gładkich oponach było jeszcze możliwe.
Niestety, Australia jest wyjątkowo pechowa dla Roberta. W zeszłym roku Nakajima, w tym roku - też nie dojechał do mety.
Aha, winę za wypadek nie ponosi nikt. Vettel walczył z Kubicą fair, po prostu takie wypadki się zdarzają.
Kilka dodatkowych spostrzeżeń:
1. Niesamowita jazda Hamiltona. Jak go nie lubię, to jednak start z ostatniego miejsca i awans na 4 robi wrażenie.
2. Bardzo cieszy dublet Brawn - wreszcie powiew świeżości w F1
3. Denerwuje istotność rynku japońskiego dla koncernów samochodowych - Nakajima to godny kontynuator Katayamy, znanego z koszenia trawników a niej jazy na torze. Tym bardziej to irytujące, że Japończyk jeździ niezłym Williamsem. Ktoś inny mógłby tym autem robić punkty.
4. Heidfeld ma również pecha.
5. Zaskakuje kondycja Ferrari - awaryjność ich bolidów.
6. Nelsinho Piquet to d., a nie pilot F1.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
|