nie miałem głowy czytać uważnie wszystkie posty w tym temacie, ale wnioskuję, że pytania, oskarżenia i zarzuty pojawiały się ciągle te same. mam nadzieję Franuś, że się jeszcze zalogujesz i przeczytasz to co napiszę. wg mnie zarzuty, które się pojawiają wobec Ciebie nie są pisane przez prawdziwych kibiców. to odejście wcale nie było w momencie, kiedy w klubie się źle działo. wiem, atmosfera po meczu z pao musiała być fatalna. ale ja, jak każdy prawdziwy kibic nie patrzyłem na to, jak na ucieczkę, jak na zdradę, jak na porzucenie nas w trudnym momencie. wiedziałem co się święci w Twojej głowie. grałeś tak długo, a nic z tego nie wyszło, pierwszy raz była taka szansa, a skończyło się jak zwykle. to na pewno spowodowało rezygnację. to pokazuje, jak wiele znaczy psychika. nie mam Ci za złe odejścia, bo żaden piłkarz nie może być niewolnikiem swojego klubu.grając po tym ciosie z pao, jaki otrzymaliśmy od sędziego angola, pewnie brakowałoby już polotu, przebojowości, tej wiary. bo mistrz to było coś, co już Wisełki nie cieszyło aż tak. każdy się spodziewał LM w Krakowie. Skoro nie potrafiliśmy awansować z PAO, to z kim? wiara po prostu upadła, upadł duch. to było widać w późniejszych meczach w tym sezonie, ponadto kalendarz został ułożony typowo pod Legię, więc skutki jakie były, pamiętamy. Ja Ci Panie Tomku niczego nie mam za złe. mogę Ci jedynie podziękować, za tyle lat, które włożyłeś w grę w Wiśle, za te wszystkie bramki, które strzeliłeś. na zawsze pozostaniesz moim ulubionym piłkarzem, gdziekolwiek byś nie grał, nawet, gdyby to był Lech czy w Legia, zawsze będę się cieszył z Twoich bramek. Swoją drogą, nie zapomniałeś. dalej wiesz, jak to się robi

) ta bramka z Legią- marzenie. absolutny fenomen. darłem się jak szalony, gdy strzeliłeś, okazuje się, że nawet grając dla innego klubu, nie dla Wisły dajesz swymi golami tyle radości. nawet, gdy przyjedziesz na Reymonta, to choćbyś strzelił nam hat-tricka, będę sięcieszył z tych bramek. Jesteś moim ulubionym piłkarzem. chciałbym, byś wrócił kiedyś na Reymonta i znowu strzelał dla nas...