|
Szkolenie juniorow w polsce to skomplikowana sprawa. uwierzcie. Ja juz pisalem w temacie nibylandia polemizujac z artremem na temat tego jakich mamy pilkarzy ale nie dopisalem jeszcze jednej rzeczy, mentalnosci trenerow, mentalnosci rodzicow tych dzieciakow oraz tego ze bez znajomosci to nie zagrasz. Wiem bo czesto przypatruje sie temu jak graja mlodziki w mojej miejscowosci. Nie wiem czy tak jest wszedzie ale znajac polskie bagienko to moze byc wszedzie podobnie. Wracajac do meritum tego co chcialem pisac. trenerzy sobie czasami mocno olewaja obowiazki i ucza dzieciakow nie tego co potrzeba, rodzice czesto ida do trenera proszac by ten... nie zajezdzal ich dzieci bo to "nie za to przeciez placa, chca by ich dzieci czerpaly z tego przyjemnosc". No coz, jesli my w polsce mamy mentalnosc ze gra w pilke to tylko i wylacznie przyjemnosc to przepraszam, dlugo jeszcze nie doscigniemy chocby Anglii. A jesli chodzi o znajomosci? Znajomy gral przez poltora sezonu na powaznie(ciezko nazwac w sumie poziom ligi okregowej powaznym...) i rzadko byl wystawiany przez trenera mimo ze byl lepszy od konkurenta na swojej pozycji. Dlaczego? Bo nie chlal z nim wodki.
Wiec jesli naprawde nie zmieni sie przede wszystkim mentalnosc trenerow i rodzicow(bo w Polsce pilkarz wciaz nie jest postrzegany jako zawod). Dzieciakow mamy bardzo utalentowanych tylko ze przychodzi moment i Polskie bagienko zaczyna je wciagac... Niestety...
|