emsi napisał(a):

|
A jeszcze z informacji horrorowych jeśli kogoś ona interesuje, to 13 marca premiera Martyrs w polskich kinach, więc szykuje się jazda na krawędzi piekła wraz z tytułową męczenniczką.
|
Bardzo jestem ciekawy Twojej oceny tego filmu, bo - z tego co obserwuję od dłuższego już czasu - mamy podobny gust nie tylko jeśli chodzi o kino grozy. Pierwsze dwa tytuł z brzegu o tym świadczące to właśnie Pozwól mi wejść i Reflecting skin, przykłady połączenia horroru, dramatu i elementów baśniowych ocierające się o geniusz i artyzm. No ale nie o tym miałem pisać, tylko o Martyrs.
Właśnie go obejrzałem i mam, co tu dużo pisać, mieszane odczucia. Jest na pewno ostro i krwawo, powiedziałbym 'po francusku' ostatnimi czasy, choć granicy wyznaczonej przez L'interieur wg mnie nie przekroczono, mimo że takie były zapowiedzi. Oczywiście nie chcę się zagłębiać w fabułę i psuć przyjemności płynącej z oglądania, ale kto widział trailer, ten mniej więcej wie, czego się spodziewać. Mamy w zasadzie film podzielony w połowie grubą kreską na dwie części - w pierwszej typowy rape and revenge, w drugiej natomiast torture porn z elementami filozoficznymi.
Laugier widza nie oszczędza, w zasadzie już po dziesięciu minutach przechodząc do sedna. Ten pośpiech powoduje, że mija może 30-40 minut filmu, a zaczynasz się zastanawiać, co jeszcze reżyser przygotował, bo przecież już wszystko się wydarzyło. Okazuje się, że nie - w drugiej części ma być jeszcze mocniej, jeszcze bardziej zaskakująco i ambitnie. Brutalnie jest, to fakt i z tym polemizować nikt nie będzie, zaskoczyć też się pewnie wielu uda, ale czy ambitnie? Jest poruszony problem istnienia nasiąkniętego bezcelową przemocą, tego co czeka nas po życiu itd., ale czegoś tu brakuje. Może po prostu sama historia jest na tyle pokręcona, że aż niedorzeczna? Trochę Laugier tutaj przedobrzył moim zdaniem w tych zapędach eschatologicznych.
Koniec końców, nie jest źle. Na pewno Martyrs wyróżnia się spośród ostatnio powstających filmów cięższego kalibru, a już sam fakt, że po seansie zatrzymałem się przy nim na dłuższą chwilę, na pewno o czymś świadczy. Przyznaję, że czekałem na ten film z naprawdę dużą niecierpliwością (między innymi apetyt podsycał właśnie emsi) i może przez to też jestem minimalnie rozczarowany, bo oczekiwałem obrazu ocierającego się o arcydzieło w swoim gatunku. Do tego trochę brakuje, ale nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek miłośnik horrorów mógł obok tego tytułu przejść obojętnie.