|
Miały zmierzyć się dwa potężne i wspaniale grające zespoły, pojedynek mistrza Polski z liderem ekstraklasy zapowiadał się jako szlagier 1/4 Pucharu Polski. To Wisła miała zaatakować, zawalczyć o utraconą twarz właśnie w pojedynku z Lechem we wrześniu ubiegłego roku. Niby i Wiślacy przez większość czasu grali piłką, teoretycznie dominowali na boisku zamykając Lecha we własnym polu karnym, to jednak niewiele z tego wynikało.
Ciężko jednak doszukiwać się w akcjach krakowian konsekwencji, pomysłu na grę, posiadanie piłki to za mało by wygrywać pojedynki z rywalami pokroju Kolejorza. Wisła i owszem dominowała, walczyła, szarpała lewym, prawym, skrzydłem, środkiem jednak w akcjach Wiślaków zabrakło polotu i pomysłu na obronę Lecha. Ta tak często krytykowana przeze mnie obrona (tutaj tutaj i tutaj), dziś zagrała koncertowo, co więcej pomimo braku Manuela Arboledy poznaniacy potrafili być dziś falochronem rozbijającym przez 90 minut ze szwajcarską precyzją ataki Białej Gwiazdy. Raz za razem pod nieobecność Kolumbijczyka Bartosz Bosacki do pary z Tanevskim powstrzymywali napór rywali.
W pierszej połowie kompletnie zawiedli rezerwowi zarówno Beto jak i Ćwielong biernie asystowali przy akcjach mistrzów Polski, na niewiele zdały się również roszady w trenera Skorży, który do gry w drugiej połowie delegował, Brożka, Boguskiego i Małeckiego.
Wisła stanęła naprzeciw Lecha najmocniejszym ustawieniem, to jednak nie gospodarzom było dane cieszyć prowadzeniem, w 49 minucie po katastrofalnym błędzie krakowian w sytuacji jeden na jeden z Pawełkiem znalazł się Lewandowski i precyzyjnym strzałem w prawy róg bramki pokonał bramkarza Wisły.
Miało być pięknie efektownie, efektywnie, miały zetrzeć się dwa najlepsze zespoły ligi, tych emocji jednak dziś zabrakło. Kolejorz zmęczony bardzo trudnym tygodniem przyjechał do Krakowa bronić korzystnego remisu 0-0 i ewentualnie, co się dziś udało strzelić bramkę po jednym z zabójczych kontrataków. Umiejętna walka trenera Smudy na wszystkich frontach liga, puchary krajowe, do niedawna jeszcze puchar UEFA musi imponować zarówno kibicom ze stadionu na Bułgarskiej jak i pozostałym fanom naszej kopanej.
Kluczem do sukcesu była dziś gra drugiej linii, duet Bandrowski-Murawski genialnie pomagał parze stoperów rozbijać ofensywne zapędy rywali, być może zabrakło poznaniakom trochę polotu w akcjach ofensywnych, nie radzili sobie z przytrzymaniem piłki. Jednak na tle duetu rywali Sobolewski-Jirsak wypadli wprost imponująco. Środek wiślackiej pomocy pozwolił się całkowicie zdominować Lechitom, akcja po akcji głupio tracąc piłki, zamiast grać do przodu nie przerwanie rozgrywali krakowianie piłkę w poprzek boiska.
Kryzys, upadek Wisły jest co raz bardziej widoczny, uzależniona od pieniędzy Bogusława Cupiała Biała Gwiazda wyprzedaje graczy, nie szukając wzmocnień, ściągnięty zimą Beto dziś był całkowitym tłem dla rywali, Brazylijczykowi brakuje szybkości i siły sama technika to za mało by już dziś zostać równorzędnym partnerem dla Brożka. Diametralnie różne nastroje panują dziś po drugiej stronie barykady gdzie jak wspominałem w przed meczowej zapowiedzi Lech pewnie pokonał mistrza Polski, torując sobie drogę do mistrzowskiego tytułu, zyskując respekt w oczach wszystkich ligowych rywali. Wszak dwukrotnie pokonać Wiślaków na Reymont to wciąż czyn niebagatelny.
Szkoda Wisły szkoda Skorży który pewnie podzieli los kilku swoich poprzedników odszedł Cleber dziś była ambicja a brakowało pomysłu szkoda bo ciągle zespół mamy ale brkauje ma woli walki jak dzis na reymonta :(
|