Ech, widzę, że i na Waszym forum czasem zalatuje wiochą...
orzeu napisał(a):

Bierzemy pod uwage nie to ze "mielismy szczescie" tylko raczej to ze we wspomnianym 93' mielismy wyjatkowego pecha! Bo to nasi kopacze s****ili sie najbardziej sprzedajac w ordynarny sposob mecz znienawidzonemu rywalowi na wlasnym stadionie. I wiesz co wtedy zrobilo wielu kibicow i sam klub? Cos wprost przeciwnego niz Wy dzisiaj!
U nas kibice zwyzywali pilkarzy, a klub ich wyrzucil. U was kibice bronia i gloryfikuja oszusta, a klub sie od niego odzegnuje i wymysla teorie ze za korupcje nie jest odpowiedzialny bo wtedy to byl jakis inny klub.
Nie chce kopac lezacych wiec nie wtrace tutaj slowa "honor".
|
Większość znanych mi kibiców Lecha wcale NIE BRONI tej kur** co sprzedawała mecze. Fakt, że część zachowuje się śmiesznie, dla Ciebie stanowi wygodny powód by siać propagandę, że wszyscy kibice Lecha bronią oszusta. I wierz mi jeśli nie pamiętasz, wśród Was też zdania były podzielony we wspomnianym '93. A zarząd Lecha już zdecydował, że jeśli oskarżeni okażą się winnymi, to zostaną wyrzuceni.
orzeu napisał(a):

To my wychodzimy z meczu gdy nie wpuszcza sie gosci, nikt inny tego nie robi tylko wszyscy zyja jakas zludna iluzja "solidarnosci kibicowskiej".
(...)
To my i tylko my zalatwiamy wejscie na mecz sezonu jakim sa derby naszemu najwiekszemu wrogowi (pomimo zakazu dla nich) wbrew policji i pzpn-owi, w rewanzu dostajac ochłap i to tylko dlatego ze nie bylo wykretu jakby nas nie wpuscic. Bo my rozumiemy co znaczy mecz dla kibica, nawet znienawidzonego klubu.
|
To jeszcze tylko przypomnę, jak to nie tak dawno wyśmiewani przez Ciebie kibice Lecha zaprosili (i zapłacili) znienawidzonych ponoć kibiców Legii na własne sektory, bo ta miała zakaz. Ale pusz się dalej, że "WY i tylko WY", z prawdą to nic wspólnego nie ma, ale poprawia samopoczucie...
orzeu napisał(a):

Teraz - po Twojej wypowiedzi - już widać. Ale na Twoim miejscu bym się z tą różnicą nie obnosił. Przyjemnej kąpieli w chwale klubowego ego. Tylko uważaj na ostre przedmioty, bo są granice nadymania.