to może ja z polskiego podwórka, ale tak miło nie będzie:
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodar...wie_pracy.html
Dla tych co nie chcą czytać:
Pani minister Fedak zaproponowała, że skoro mamy kryzys to może zabierzmy najmniej zarabiającym i te ochłapy co im rzucamy albo ewentualnie będziemy ich czas pracy ewidencjonować jak nam wygodnie i w ten sposób kryzys sfinansujemy sobie z kieszeni pracowników najemnych którzy są jemu akurat najmniej winni w przeciwieństwie do korporacyjnych geniuszy "markietingu".
Ale to jeszcze nic, bo zawodowi związkowcy, których horyzonty myślowe kończą się mniej więcej na krawędzi ich kieszeni stwierdzili, że:"
Rząd powinien zastanowić się jak wspomóc finansowo przedsiębiorców, u których miejsca pracy są zagrożone, a nie rozwiązywać kryzys oszczędzaniem na pracownikach"
Co to za równowaga na rynku pracy, gdzie wszyscy chcą pomóc bogatym kosztem biednych?
Jakby pan Śniadek wspólnie z panią Fedak mieli przeciwdziałać Wielkiemu Kryzysowi to na pewno nie byłoby New Deal a budowę tamy Hoovera wstrzymaliby w połowie.
Co ciekawe, prawdziwy bodziec mający realne szanse pobudzić gospodarkę nadszedł ze strony odsądzanego od czci i wiary uważanego za dyletanta prezesa NBP który na czele RPP obciął stopy procentowe o 0,75% dzięki czemu jest szansa na tańsze kredyty inwestycyjne oczywiście o ile banki nie podniosą marży tłumacząc się kryzysem
Budowanie Irlandii idzie pięknie, szkoda tylko że tej XIX - wiecznej