W tym temacie opisujmy zabawy które za czasów dzieciństwa, szkoły gimnazjalnej lub nawet średniej zabijały nam czas po szkole.
Jakie zabawy u was pod blokiem przeważały ? Jak najchętniej zabijaliście czas ?
Był co prawda podobny temat ale tam chodziło o czasy komunizmu, duża część z nas wychowała się na czasach pokomunistycznych więc i na pewno inne obyczaje
A więc do dzieła:
U mnie pod blokiem zresztą jak pewnie u większości dominowała zabawa w chowanego oczywiście na odklepywanie.
Kolejną z serii te najbardziej lubiane to zabawa w "policjantów i złodziei" dziwnym trafem wszyscy chcieli być zawsze złodziejami. Dzieliliśmy się na 2 w miarę możliwości równe grupy i ta policyjna liczyła do 30 a ta druga uciekała chowając sie gdzie się tylko da: za samochodami po przez dachy klatek i garaży po krzaczki itp.
Złapani zaprowadzeni byli do jednej z klatek która pełniła role więzienia, nie brakowało tam oczywiście tortur i tym podobnych praktyk by zdradzili kryjówki kolegów
Kolejną zabawą z cyklu tych debilnych było strzelanie z kulek glinowych nabijanych na końcówkę gałęzi wierzbowej gdzie się tylko da ( przeważnie były to okna sąsiednich bloków) amunicji nam wtedy nie brakowało bo obok osiedla była budowa więc gliny było pod dostatkiem.
Nadal zostaniemy przy debilnych zabawach a kolejną z nich było rzucanie do samochodów jeżdżących dwupasmówką obok osiedla śnieżnymi kulkami a w lecie jajkami kupowanymi carrefourze za śmieszne pieniądze przykładowo 100 sztuk. Najlepszą atrakcją tej zabawy były pościgi za nami zbulwersowanych kierowców. Do dziś nie wiem jakie mieli intencje w stosunku do nas bo nigdy nas nie złapali
Następna to łapanie do słoików wszelakich owadów i oglądnie ich walk. Najgorzej było złapać szerszenia bo z trzmielami, osami, konikami polnymi, mrówkami i tym podobnymi nie było większych problemów.
Gdy już się naoglądaliśmy postraszyliśmy napotkane dziewczyny to słoik najczęściej był rozbijany o ścianę śmietnika i który owad był żywy spokojnie sobie uciekał szczęśliwy że przetrwał ten obóz
Nie brakowało też zabawy w karate i Power Rangers czy z serii każdy bije każdego do póki się nie podda.
Zimową porą kiedy nie chciało się chodzić po polu dominowały turnieje Bokserskie na klatce i zabawa w rozśmieszanie a mianowicie każdy każdego rozśmiesza ale nikt nic nie może mówić ewentualnie odgłosy kto się zaśmieje dostaje liścia. Do dziś jak sobie przypomnę o tym to mnie głowa boli.
Oczywiście nie brakowało też normalnych zajęć, całe masy czasu zabierała nam gra w piłkę.
Były organizowane mistrzostwa klatki na jedną bramkę które nie wiedzieć czemu jak to w naszym PZPN były pełne korupcji
Gra w tyczki ( czyli z pewnej odległości trafiało się piłka w trzepak, trafienie w daną jego część było honorowane odpowiednią ilością ptk.)
Gra w gwiazdki ( czyli trafianie piłką po kolei każdy w ścianę klatki, z danej odległości przysługiwała dana ilość kopnięć, komu się nie udało dostawał gwiazdkę. Trzy takie zebrane to pożegnanie z grą.
Graliśmy także w beki i w jedno podanie a także turnieje karnych ( tutaj zasad nie trzeba tłumaczyć)
Było jeszcze masę innych gier i zabaw które nie sposób tutaj opisać ale zawsze do nich jak i do tamtych czasów bardzo miło się wraca i wspomina.
Teraz czekam na wasze opowieści
