pan_premier napisał(a):

to mam pytanie: czy można niżej upaść i przygodę z blackiem zacząć od Cradle Of Filth ?
|
Nie ma się co wstydzić hehe najważniejsze że dzięki COF stałeś się TRUE
pan_premier napisał(a):

no faktycznie true black, mnie mało pociągał, no trochę Mayhem ale to chyba ze względu na to mordowanie pedałów, palenie kościołów itp. Ta muzyka miała w sobie legende i złą moc, była TRUE, a nie true jak Gorgoroth na Krzemionkach
|
No ta cała afera była naprawdę mocna, niestety nie miałem przyjemności w tym uczestniczyć, ale dzień wcześniej byłem na Anathemie. Moge się pochwalić że miałem wtedy bojowe zadanie (razem z kilkunastoma innymi osobami) rozkręcać publikę do zabawy, bo wtedy rejestrowano wszystkie koncerty na wydawnictwa DVD i szefom MMP zależało żeby na dvd fajnie wyszło jak się publika bawi

Fajnie było, wjazd za darmo, darmowe płytki i dostęp do muzyków na zapleczu
pan_premier napisał(a):

|
Pamiętma też jak na metalmanii był raz jakis punkowy zespół, wszyscy krzywo sie patrzyli na punkó ale spięc większych nie było.
|
To było The Exploted, pamiętam że wtedy na Metalmanii było jeszcze Sweet Noise, średnio pasowali do całego towarzystwa
Tak sobie przypomniałem jeszcze z czasów liceum te "mroczne piętnastki" w koszulkach Nirvany, z plecakiem kostka i naszywkami: COF, Limp Bizkit, HIM, Nirvana, no i narysowana maryśka
Slayer666 napisał(a):

|
Prawda- przedostatni Volbeat to coś pięknego- melodia, czad, prawdziwy rock'n'roll. Elvis byłby dumny z Poulsena, gdyby mógł go dzisiaj posłuchać. Ale nie wydaje Ci się, że "Guitar Gangsters" to kropka w kropkę "Rock the rebel"? Brzmi tak, jakby numery na te dwa albumy zarejestrowali na jednej sesji nagraniowej.
|
Mam podobne wrażenia co do "Guitar Gangsters". Kilka motywów jakby żywcem z drugiej płyty zerżniętych, no ale płytki słucha sie z dużą przyjemnością i basta. "Rock the rebel..." to dla mnie płyta genialna szczerze mówiąc, nie znajduje na niej żadnego słabszego momentu. Znajduje się w moim prywatnym TOP 10 bez dwóch zdań

Ostatnią płytą którą łyknąłem w całości bez popitki był "Painkiller" Judas Priest. A obecnie zasłu..... się naszym rodzimym Corruption i albumem o jakże pięknej nazwie "Pussyworld"
pan_premier napisał(a):

|
Najpiekniejsze w całej tej subkulturze było to milczenie na temat muzyki i samego zjawiska w medaich. Cos niesamowitego. Myślę, że były osoby, które głównie to pociągło w metalu.
|
Hypocrite napisał(a):

|
True czy nie najpiękniejsze w metalu jest to że każdy znajdzie coś dla siebie w zależności od nastroju.
|
Ja bym jeszcze dorzucił to że kapele metalowe są jakoś tak hmmm jakby to określić...blisko ludzi, fanów. Słuchasz jakiegoś zespołu, nie ma problemu żeby pogadać z jego muzykami po koncercie obalając winko czy flache. Generalnie poza nielicznym wyjątkami niema nieosiągalnych gwiazd które zaraz po koncercie rozpływają się w powietrzu.