Mam herbatę, więc zaczynam.
Ja tak trochę opowiadaniem pojadę, ale nie potrafię inaczej powiedzieć czym jest dla mnie moje punkowanie i co z niego mam po tylu latach...
Jeżeli na sztywno mam się przypisać do subkultury to powiem, że jestem punkiem. A właściwie punkówą
Wiele, wiele lat nosiłam duże czarne swetry, pod spodem coś czerwonego z kapturem, czerwone dżinsy i glany. Jedne glany mam do dzisiaj, biegam w nich już tylko na grzyby, mają 13 lat i ciągle pachną koncertami.
A zaczęło się wszystko przez moją starszą siostrę, która dostała się do elytarnego

ogólniaka i już w pierwszej klasie we wrześniu jej i jakiejś pół jej klasy odbiło. Wydawało im się, że są "Dzieci Kwiaty", że jak palą marihuanę i czytają wiersze J.Morrisona to są fajni

Tak sobie teraz z tego żartuję, ale wtedy naprawdę wydawało mi się, że powariowali. Przychodzili do nas do domu (pewnie dlatego że mam przecudownych i przemądrych rodziców, ale o tym później) jacyś tacy w długich włosach, koralikach, dziewczyny w spódnicach do ziemi, czytali jakieś dziwne książki, rozmawiali o jakimś dekadentyźmie - no słowem wariactwo - był nawet moment że się ich bałam
Ale po kilku miesiącach chcąc nie chcąc zaczęłam ich tolerować, ba! Zaczęłam podglądać co robią i w ten sposób w VI klasie podstawówki siedząc w kucki w przedpokoju obejrzałam filmy: The Doors, Hair, The Wall - przyznam że na bezdechu je tedy oglądałam, słuchałam poezji Morrisona, pierwszy raz usłyszałam Joy Division, Janis Joplin, The Who... mogłabym tak chyba jeszcze wymieniać, ale nie taki jest sens wypowiedzi... I tak siedziałam w tym przedpokoju, słuchajac/oglądając z wielkimi oczami a oni chyba celowo w pewnym momencie zaczęli zostawiać szparę w drzwiach.
Wtedy nie było internetu, prasy (chciociaż pamiętam Brum, QQRYQ ledwo zdobywane na prowincji)
Cięgnęło mnie do tej muzyki, do tematów które poruszali, ale gdzieś jednak jakiś klocek nie pasował ....
I siostra (dzisiaj myślę, że obserwując jak się miotam) podarowała mi kasetę Defekt Muzgó

No dzisiaj sama przyznaję, że to jest hm... no wielkiego wyrazu artystycznego to tam się nie znajdzie, ale mnie wtedy ruszyło. Poczułam że to jest to. I zaczęłam szukać takich jak ja, zaczęły się koncerty, przesiadywanie w punkowo/metalowych knajpach, dyskusje o wyższości anarchii nad pozostałymi systemami

, przeczytanych książkach, ha próbowałam nawet pisać wiersze, utwory muzyczne (heheheheh) Słowem: mocno udzielałam się kulturalnie.

Tak mi się przynajmniej wydawało.
I strasznie fajnie w tym wszystkim pamiętam moich rodziców, szczególnie Tatę który powtarzał, że cokolwiek robię, mam pamiętać że mam mózg i jestem istotą myślącą że cokolwiek mam na sobie (nawet rozciągnięte swetrzyska) niech przynajmniej będą czyste

a na dodatek mam pamiętać że wszystko ma swoje konsekwencje i przed zrobieniem czegoś należy się zastanowić jaki to może mieć dla mnie skutek i czy jestem gotowa na te skutki... (dopiero jakiś czas później uświadomiłam sobie że myślał o młodocianej ciąży heh). I jak fajnie łączyli moje i siostry marzenia z obowiązkami rodzicielskimi... Że na przykład jak był festiwal w Jarocinie, to akurat znajomi rodziców zaprosili nas do siebie na kilka dni do Jarocina i mogłyśmy pójść na kilka koncertów (ja wtedy przecież jeszcze w podstawówce byłam...) albo w czasie jak były słynne zloty młodzieży w Częstochowie to wieźli nas na pole namiotowe pod Jasną Górę a sami jechali sobie na kilka dni pozwiedzać okolicę... No i podobne historie
Ale, bo o mojej subkulturze miałam mówić a nie historię życia opowiadać

dla mnie dużą lekcją z tamtego okresu jest tolerancja. W czasie gdy większość otoczenia Cię nie akceptuje, naśmiewa się, człowiek rozumie jak ważne jest być tolerancyjnym i otwartym na wszystkie "inności", wiele było sytuacji które mnie tego nauczyły i utwierdziły a nawet zakotwiczyły we mnie taką postawę. Pamietam jak bardzo przeżyłam wizytę pedagog szkolnej u moich rodziców, która chciała przeniesienia mnie do innej szkoły (na drugim końcu miasta) żeby mnie odciąć od "złego towarzystwa", bo jestem widywana na koncertach, bo podobno piję jabole w bramie.... A to że byłam dobrą i myślę grzeczną uczennicą (grzeczną =szanującą nauczycieli) to nie miało znaczenia... I pamiętam przegadaną całą noc z rodzicami, którzy sami nie rozumieli za co mam być ukarana (myślę że wtedty czuli że środowisko ich oceniło jako złych rodziców i pewnie zajebiście źle im z tym było), jak ojciec wił się i starał znaleźć argumenty że taka jest rola nauczyciela, że mają swoje racje... Mimo że sam w to nie wierzył... I w końcu nad ranem decyzja, że się nie zgadzają... Że nie wolno zgadzać sie z głupotą, że trzeba się szanować. Jakoś rozeszło się to potem po kościach, nie pamiętam żeby kiedykolwiek w szkole i w domu się o tym potem rozmawiało... Ale do dziś nie jestem w stanie zgodzić się z głupotą i niesprawiedliwą oceną. Szczególnie w życiu zawodowym miewam z tego powodu problemy - a właściwie mój szef ma z tym problem

nawet mi kiedyś powiedział że nie da się być sprawiedliwym dla wszystkich a ja tego oczekuję od świata...
Staram się pamiętać jak mnie traktowano przez te lata punkowania i stosować w życiu tolerację i akceptację dla drugiego człowieka. I dzisiaj będąc już dorosłą kobietą uważam że mam te wszystkie wartości w głowie. Nie oceniać człowieka po jego wyglądzie, dać mu szansę "na odezwanie się", doceniać napotkanych na swojej drodze ludzi, szanować ich wartość, inność, uczyć się od innych to co mają dobrego oraz sama dawać innym tyle ile mogę, szanować zdanie innych ludzi i jak się z nim nawet nie zgadzam to nie wyśmiewać a rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać... Pewnie też stąd w moim życiu wszystkie takie historie jak wolontariaty w domach dziecka, organizowanie koncertów dla schroniska dla zwierząt, wiele lat w WOŚP, wolontariat w ośrodkach dla narkomanów...
Pewnie ktoś może polemizować, że co ma punk to tego jakim jestem człowiekiem, ale to jest moje bardzo subiektywne zdanie, do którego mam przecież prawo

I gdybym wtedy chodziła na szkolne dyskoteki i słuchała New Kids On The Block (jak 90% mojej klasy) nie była bym tym kim jestem.
I do dziś jak świat ze mną nie chce współpracować i przestaję wierzyć w swoje siły to włączam Proletaryat "Ziemi sól" i powtarzam jak mantrę aż wraca mi siła i wiara
To my ziemi naszej sól, Z brudnych dzielnic i zapadłych dziur, To ulica naszą matką złą, Sami w sobie mamy własny dom,
Ref.: Hej my nie damy nigdy się
Hej nie złapiecie nas za łeb
Hej nie zniszczycie marzeń, nie
Hej chcemy żyć jak nam się chce
To my ziemi naszej sól, Mrowie jeżów i wytartych skór, To hołota mówią o nas tak, Kto z nas przegrał to pokaże czas
I pomyśleć, że to wszystko mogło się nie wydarzyć, gdyby moja siostra nie dostała się do elytarnego liceum ....
