jasne że miałam!
wnosiliśmy cichcem - ja osobiście upchany w butach na zmianę (2 ćwiartki) i specjalnie na tę okazję pożyczonym lekko za dużym płaszczu (w rękawach po pół litra i w kieszeniach ćwiartki)
Wstęp był jeszcze przed wejściem żeby polonez lekko poszedł, potem już w różnych zakamarkach sali z toaletą włącznie. Około pólnocy butelki mieliśmy już pod stołem

"..jest radość zwycięstwa i jest radość życia, hymn spod jeszcze sztywnych od rapiera palców, kary za warcholstwo, spory o zdobycze, wszystko jest - dopóki jest o co walczyć.."