kalshnikov pewnie byłoby "straszno" , bo po Pis można było się spodziewać wszystkiego,przynajmniej niektórzy tak to widzieli i z czegoś to się wzięło .Tej sytuacji (alarmu) akurat nie brał nikt na poważnie .
A na tej stronce polskatimes znalazłem ciekawy artykuł o Unii i naszych niepokojach
Cytat:
Można nabawić się prawdziwych kompleksów. Polska, kraj największy w regionie, mający nawet aspiracje do regionalnego przywództwa, a tu ci mniejsi szachują.
Słowacja już wprowadziła euro i widzimy, że ta operacja nie jest straszna ani bankomatom, które już wspólną walutę wydają, ani Słowakom, którzy z przeliczeniem też dają sobie radę.
Premier Czech Mirek Topolánek zapowiedział, że wejdą one do strefy euro w 2012 roku i jesienią rząd ogłosi plan przystąpienia. Topolánek, który przewodzi Unii Europejskiej, nie przejął się nawet tym, że jego własny prezydent jest wyjątkowo eurosceptyczny, tylko chce robić swoje.
Tymczasem u nas trwa dziwna dyskusja, czy jest takie sensowne pytanie, jakie można byłoby zadać w ewentualnym referendum. Jak wiadomo, referendum w ogóle sensu nie ma, gdyż o wejściu do strefy euro zadecydowaliśmy w referendum akcesyjnym. Pozostaje kwestia ustalenia terminu, gdyż większość kryteriów już spełniamy.
Kwestia pytania pojawiła się w momencie, gdy prezes Kaczyński powiedział, że będzie zgoda na zmianę konstytucji tylko wtedy, gdy obywatele w referendum powiedzą - tak. Ale czemu mają powiedzieć tak? Premier nie wie, o co pytać. Jeżeli zapyta: czy chcesz, aby Polska weszła do strefy euro 1 stycznia 2012 i usłyszy w odpowiedzi, że nie, to może ogłosić, że przystąpimy 5 stycznia. Trudno takiemu rozumowaniu odmówić poprawności.
Premier ujawnił, że także prezes PiS nie wie, jak zapytać. Tego już prezes PiS, który przecież zna wszystkie pytania oraz odpowiedzi na nie, nie zdzierżył i odpalił, że dla niego sformułowanie pytania nie jest problemem. I natychmiast je sformułował. Referendalne pytanie miałoby brzmieć tak: czy chcesz wprowadzić euro w 2012 roku, czy wtedy, gdy Polska zbliży się poziomem rozwoju do przeciętnej w Unii?
Trzeba przyznać, że prezes błysnął i jednocześnie dał zagadkę do rozwiązania. Na ile Polska ma się zbliżyć poziomem? Do jakiego przeciętnego rozwoju? Z ilu krajów ta przeciętna zostanie wyliczona i wzięta pod uwagę? Czy na przykład Rumunia też wejdzie do koszyka? Można pytania mnożyć w nieskończoność.
Przynajmniej do 2020 roku, kiedy to, zdaniem prezesa PiS, Polska mogłaby przyjąć euro bez większej groźby, że każdego Polaka, a zwłaszcza emeryta, będzie to kosztować 230 złotych miesięcznie, co prezes wyliczył i publicznie ogłosił dość dawno temu. Jeszcze zanim sformułował pytanie, już znał odpowiedź.
Tak więc będziemy jeździć na Słowację i wymieniać złotówki na euro, potem każda wyprawa do Pragi poprzedzona będzie wizytą w kantorze, ale za to będzie rosła i umacniała się nasza suwerenność. I pomyśleć - ponad tysiąc lat heroicznej historii, a nasza suwerenność taka niepewna. A Słowacja ledwie się od Czech oddzieliła i niczego się nie boi.
|
http://www.polskatimes.pl/opinie/fel....html#material
Dobra ale zostawmy już tą politykę
"Wspaniałość przejawia się nie w tym, gdzie jesteśmy, ale w jakim kierunku się poruszamy. Musimy żeglować czasem z wiatrem, czasem pod wiatr, ale żeglować, nie dryfować ani stawać na kotwicy."