wolfy napisał(a):

Z perspektywy czasu widać, jak mocno wszystkim krytykom Petrescu "zmiękła rura": przestał być beztalenciem, mitomanem i krzykaczem.Obecnie trudno jednak dyskutować z:
- Dariuszem W., który jest już tylko cieniem dawnego trenera - dżentelmena rodem ze wsi Warszawa(trudno się jednak dziwić, ma przecież inne rzeczy na głowie);
- sprzedajnością polskich sędziów(jest zresztą osobny temat temu poświęcony). Tyle, że Dan ośmielił się ich krytykować jeszcze przed "aferą Dziurowicza Jr";
- "niezastąpionością" Mauro Cantoro(z ostatnich wypowiedzi naszego obecnego trenera wynika, że coś chyba jednak było na rzeczy);
- beznadziejnym przygotowaniem kondycyjnym naszych piłkarzy(ktoś się sprzeciwi? );
|
A niby z jakiej racji "zmiękła rura"? Dan cofnął czas i naprawił swoje błędy? Jego fani spuścili z tonu, zrozumieli, że jego odejście nie sprowadziło na Wisłę armageddonu i stąd przeciwnicy Rumuna nie mają po co się udzielać.
Niemniej stale bawi mnie ubarwianie dokonań Petrescu i naginanie faktów - taka mitologizacja jego wątpliwych osiągnięć. Przypominam, że mówimy o facecie, który miał do dyspozycji szerszą, mocniejszą kadrę, a praktycznie z nikim nie potrafił wygrać spokojnie i przekonywująco, a większość meczy to było nieporadne żebranie o wciśnięcie gola na 1-0, po którym można było całkowicie zapomnieć o próbach przeprowadzenia składnych ataków.
Polscy piłkarze są beznadziejni kondycyjnie bo ogólnie są słabi. Problem w tym, że lepszych mieć nie będziemy, a dobry krawiec kraje, jak mu materii staje.
On nie krytykował sprzedajnych sędziów. On zwalał winą za swoje niepowodzenia na każdego gwizdka, który akurat tego dnia miał pecha sędziować mecz Wisły. Tu z kolei pasowałoby frazeologizm o baletnicy...
Cantoro dziś jest słaby - wtedy nie był. Po odejściu Petrescu wyraźnie odżył. Zresztą nie tylko on. Np. o tym co grał Błaszcz pod wodzą Dana aż żal pisać.
Co do tego wszystkiego ma Wdowczyk? Ja nie wiem. Obaj się "gryźli" za pośrednictwem gazet, ale to była medialna wojna dwóch szołmenów, a nie żadna wymiana argumentów.
Edit: zapomniałem o najważniejszym i nie rozwinąłem myśli o mitologizacji.
Gdzie było widać ten profesjonalizm Petrescu? Że chciał by piłkarze więcej biegali i jak zdarta płyta powtarzał "hard work"? Ktoś jest w stanie wymienić coś jeszcze? Pamiętam, że Liczka próbował panować nad dietami piłkarzy, Skorża starał się organizować zawodnikom jakieś zabawy po treningach podczas okresu przygotowawczego - tego czasem nie robi się na zachodzie? Domyślam się, że średniowieczne metody treningowe Dana też świadczą na jego korzyść? Po co indywidualizować treningi skoro wystarczy kazać zawodnikom zapieprzać. Przecież chodzi o to, by "se" pobiegali, a nie budowali formę, czy coś w tym stylu.

Trenera "kata" moglibyśmy mieć choćby w osobie Smudy - to też prosty, niezbyt bystry facet, ale chociaż sympatyczny, a nie jakiś zadufany w sobie gbur. Franz wprowadzałby "profesjonalizm" nie gorszy niż ten Danowski.