Wypraszam sobie, ja tam żaden alkoholik, ostatni raz piłem jakoś na początku grudnia i chwilowo mnie zraziło.
Poszedłem sobie na wykład po 4 godzinach okienka, no ale wcześniej kilka piw. Wykładowcę pierwszy raz widziałem na oczy, a że kolesiówa stara i pomarszczona, to pierwsze, co mi przyszło do głowy to powiedziec "ale laska", niestety odrobinkę za głośno. Na moje szzęście nie ja jeden miałem takie skojarzenie i nie była w stanie zlokalizować w mej osobie źródła okrzyku. No a potem miałem dwie godziny cierpienia, bo w moc mnie wzięła pradawna maksyma- ilesz pijesz tylesz lejesz. Na dodatek koledzy studenci uparli się, że przerwa im niepotrzebna, a wykład był z fascynującego wręcz przedmiotu- Bezpieczeństwo, ergonomia i higiena pracy. Pęcherz przetrwał, ale ledwo, ledwo więc chwilowo odpoczywam, znaczy się zbieram siły przed nowym rokiem i sesją

.