Jest sobie małżeństwo z pięcioletnim stażem i coś im ostatnio pożycie małżeńskie nie idzie...
Żona postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, udaje się do lekarza, prosi o pomoc. Lekarzowi się żal kobiety zrobiło i postanowił jej pomóc i przepisał jej cudowny nowy środek. Kazał jej zrobić tak:
- udać się do apteki, wykupić ten proszek, przygotować obiad, posypać obiad proszkiem - ale WAŻNE ilość proszku na jeden raz to tak na czubek noża - dosłownie szczyptę, podać mężowi obiad i odczekać pięć minut...
No to żona do apteki, zrobiła obiad, wyjęła "lekarstwo", wzięła nóż, sypnęła szczyptę, ale tak się zawahała, pomyślała że już tak długo nic, że może nie podziałać i sypnęła tak prosto z woreczka sporą ilość.
Stary wraca z pracy, siada w kuchni, żona mu obiad pod nos, mówi: Masz tu Kazik obiad, ja zaraz wracam...
Poleciała do pokoju, założyła seksowną bieliznę, wraca do kuchni, a Kazik siedzi nad obiadem z wielkimi oczami i gapi się z otwartą buzią w talerz... Przestraszona szturcha go i pyta: Kazik, co jest?!?
a on na to: Patrz stara! kopytka się .......ą!
