Elendil napisał(a):

|
Frankowski był gwiazdą, killerem na polu karnym, napastnikiem niezastąpionym. Do tego skromny niczym Adam Małysz - wzbudzał ogromną symaptię. Dlatego nie potrafimy przekreślić tylu jego zasług dla Wisły, bo nasza pamięc o Klubie sięga okresu 97/98... i jego jako gwiazdy.
|
Powiedz mi jaki udział niezastąpiony killer pola karnego miał w największym sukcesie Wisły ery Cupiała w europejskich pucharach? Bo ja pamiętam, że po kontuzji grał gorzej od Niedzielana obecnie, każda stykowa piłka - cofał nogę. I to nie było kilka meczy. Wcale nie jest powiedziane, że gdyby nie zostawiono go na dłużej w Krakowie, gdzie w końcu się przełamał i zaczął znowu walić bramy co kolejkę - to miałby jeszcze okazje pograć gdziekolwiek poza krajem. Jak dla mnie klub wtedy zachował się fair i za zdobyte tytuły króla strzelców trzymał Franka w składzie, dawał szanse na odbudowanie - i opłaciło się. Tyle, że gdy to klub przeżywał ciężkie chwile, Franek nie został by pomóc. Szacunek za bramki, ale Wiślakiem po prostu już nie jest i nie będzie.