|
ja się bałem Buki z muminków. co do kultowych rzeczy to wymieniłbym jeszcze wafelki "kukuruku" - i zbieranie obrazków z nich tak jak z gumy Turbo czy Donaldów. jeszcze tak jak Emsi powiedział - horrory! - w każdej wypożyczalni czy z nielegalnego źródła pełno horrorów głownie klasy "B". Gore aż miło patrzeć było... A na Wiśle jako gnojek na łuku od Reymonta siedziałem czesto na murku przy schodach i fajny widok miałem dość na boisko. niezapomniany widok pustego miesjca po wałach i samotnego budynku klubowego z loża tam gdzie dziś A i B
jeszcze kwestia lego - chyba w 1990 weszli piraci - to był hit! w przedszkolu i 1 klasie ludzie z zawiścią patrzyli na cuda jakie przynoszono dla samej pochwały np łodki,tratwy itd. w wielu ywpadkach ilość lego decydowała o statusie osoby. Na zestawy trzeba było zbierac po rok i dłuzej ze wszystkich urodzin, imienin i datków ciotek a potem do peweksu czy sklepu i się miało cuda. dzieciaki bardziej umiały docenic to co mialy,szanowły zabawki, cieszły się z drobiazgów. mam takie wrażenie że mojemu pokoleniu to zostało - że bardziej doceniają kwestie posiadania i mają instynkt "samonaprawczy" jak coś sie zepsuje a nie wyjebać i prosić o nowe.. nie wiem czemu ale cięzko mi jest znaleźć wspolny język z ludzmi staryszmi o 5 i więcej lat odemnie...
|