Wyświetl pojedynczy post
mcovalski
miszcz ortografji
 
 
Od: 04.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#109
Stary 15.12.2008, 13:03
No to moja kolej. Większość przytaczana przez Was jest mi znana i również się bawiliśmy w to.
Ktoś tu mówił o grandach - mieszkam wciąż na tej samej ulicy i mogę powiedzieć na tym przykładzie że pomimo dużej liczby dzieci jeszcze 7 lat temu żadne z nich nie bawiło się tak jak my.
Idąc chronologicznie podchody chowane itp.
U mnie na ulicy jeździło się na "żużlu" rysowało się tor kredą i jazda ( Kontuzji tyle ile w dorosłym Żużlu )
następnie boom na kosza i "króle" mecze 1na1 - to było obowiązkowe
Nasz Kosz ( zakupili moi rodzice a że u siebie na ogródku nie było za wiele miejsca na przyjęcie kilku dzieci i walenia bezustannego piłką o beton, przenieśliśmy kosz 30 m od mojego domu i zawiesiliśmy na topoli ( kosz mam namyśli tablicę z obręczą) Parę razy nam z innych osiedli "dzióbnęli" a to obręcz, a to siatkę a to łańcuchy ale generalnie utrzymało się to przez wiele lat. Pech chciał, że nasze codzienne granie najbardziej przeszkadzało stukniętej w dekiel sąsiadce. Wtedy ona wypadał wyzywała nas od kurew (dziewczyny ) i s****ysynów ( nas)i z widłami za nami napieprzała. Radochy było z tym dużo bo nigdy nas nie mogła dogonić więc później prowokowaliśmy ją na różne sposoby. Raz mój starszy brat tak jej zajebał ogryzkiem w pałę że spokoju nie mieliśmy przez 4 godziny a ona jak nie z widłami to z siekierą albo nożem - super było
Zabawy w Shawna Kempa tj robienie wsadów na rynnach domu itp
Jednym z towarzyszy zabaw był mój bezpośredni sąsiad - pomimo że starszy to straszna z niego ciota była- więc był obiektem naszych ciągłych upustów agresji (kopanie w dumę, nacieranie w trawie twarzy itp). Kiedyś mój obecny szwagier starszy ode mnie o 5 lat wymyślił zabawę w Indian i "kowboi". Oczywiście Indianinem był wspomniany kolega ciotek i na niego padło że to on jest pojmany. Przywiązaliśmy go u szwagra na ogrodzie do Jabłonki. Ten płacze, że mu się nie podoba a szwagier do kuchni po noże i zabawa polegała na tym, że by trafiać obok Indianina. Jak się chłopak popłakał ze strachu to wody jak po największej ulewie. W końcu został uwolniony przez innych czerwonoskórych ( czytaj czerwonych ze złości moich obecnych teściów)
Było pięknie wtedy

P.S. I( jeszcze robienie "bolcówek" i strzelanie w co popadnie. Jak kiedyś dostałem w dupsko takim bolcem to ból chyba z tydzień.
Piękne czasy

P.S. 2
Sam nie uczestniczyłem ale koledzy z blokowiska obok urządzali też ekstremalne zabawy, takie jak gonitwy po wieżowcu (blok 11 piętrowy). Najgorzej było w piwnicy bo uciekinier mógł się bronić - i ty biegniesz a nagle za drzwi dostajesz deską w pałę, albo uciekali przez włazy na dach i tam się gonili ( 20-30 metrów nad ziemią)!! Jeden o mało nie zleciał, bo się potknął o piorunochron ale całe szczęście że się go złapał i mu koledzy pomogli się pozbierać
Odpowiedz cytując