Pamiętam te cudowne czasy dzieciństwa. Pierwsza komórka dopiero w 4 klasie liceum. I teraz sobie myślę, że bez tych telefonów chyba było fajniej. Jak coś chciałeś od kumpla to trzeba było ruszyć dupę a nie jeden palec.
W klatce obok miałek kolegę, który miał milion pomysłów na godzinę. I pamiętam jak zawsze pod blokiem je sprawdzaliśmy. A to grochomiot, o to jakaś domowej kosntrukcji petarda itd.
Ale najmilej wspominam wakacje. Jak udało się gdzieś wyjechać. To było coś. A to nad jezioro maluchem przez całą Polskę. A to na wieś gdzieś pod Słowacką granicą. To było czasy. Trochę brakowało osiedlowych kumpli ale potem po powrocie można było wszystko im opowiedzieć. I taki wyjazd był czymś niesamowitym. A teraz? Jakie dziecko ucieszy się z wyjazdu na wieś? Albo, że pozwolą mu traktorem pojeździć? Wtedy człowiek nawet nie myślał, żeby pojechać za granicę. Albo na inny kontynent

To było piękne czasy.
A pamiętacie takie ciasteczka Be-be (czy jak to się pisało)? Prawdziwy hicior. 500zł kosztowały.
I oczywiście sklejanie modeli. Głównie samolotów. Zawsze zostawały mi zbędne części
