|
Oho, zaczyna się, "biedna" Barcelona v reszta świata.
Gdzie te "królewskie" nazwiska? Ano właśnie nie ma - Real przespał okienko, w momencie jak nie było Robinho, RvN, Robbena, szybko popłynął Sneider, to w ogóle nie miał kto kreować gry w tak trudnym meczu. Raul nie te lata, Higuain jeszcze nie ten poziom. Choć przy odrobinie szczęścia wcale nie musiało się tak skończyć - takie 0-0 byłoby lekkim obciachem w wykonaniu Barcy po tych buńczucznych zapowiedziach. Mecz zawalił właściwie w pojedynkę Salgado, przy karnym jeszcze mu Casillas dupę uratował, ale co się odwlecze...
Grą Barcelony specjalnie też się nie ma co podniecać, bo nie licząc pierwszych i ostatnich 15 min to było trochę walenia głową w mur. Owszem, byli lepsi, ale mnie nie przekonali co do tego, że są gotowi ponownie podbić Europę. Gdyby Drenthe pomyślał w sytuacji w pierwszej połowie wynik mógłby być zgoła odmienny.
Skala oczywiście nieporównywalna, ale w pewnym sensie Real ma podobny problem kadrowy co my.
|