Ja pamiętam grę na przerwach "W monety": stawiało się jedną na brzegu, pstryknięciem wprawiało w ruch obrotowy i później każdy po kolei musiał "pstryknąć" ją palcem tak, żeby się nie zatrzymała. Jak w większości tego typu zabaw część zręcznościowa była tylko preludium do wymierzania "kar": przegrany ustawiał pięść na stole, a wszyscy pozostali uderzali w nią płaską monetą. Każdy oczywiście celował w kostki, bo najłatwiej było je przeciąć. Mina nauczyciela, który zobaczył kilku gości z zakrwawionymi rękami na lekcji - bezcenna.
Poza tym w podstawówce kolega załatwił kondensator i baterię 12 V, wtedy hitem stała się zabawa w "żywy przewód". No i jakie to był widok, jak kolegę obok napięcie "odrzucało".
No i różne debilne pomysły, takie jak próba wywalenia korków w szkole poprzez zwarcie dwóch kabli włożonych do gniazdka(najodważniejszy kolega odpalił całość z trepa), spalenie klasowych firanek w piecu(nie wiem z czego były, ale strumień ognia buchnął aż po sufit), czy oddanie moczu na gąbkę(pech chciał, że była moja kolej ścierania tablicy; nauczycielka próbowała mnie zmusić, ale nie dałem się przekonać; skończyłem z uwagą

).
Ale i tak najlepsza akcja była, jak w zimę nie było ogrzewania i cała klasa siedział w kurtkach na lekcji. Wtedy właśnie zamarzło nam akwarium

.