emsi napisał(a):

Ja miałem w początkowych klasach podstawówki taką manie, że jak były drzwi od kibla otwarte to traktowałem je z wyskoku (za dużo Bruce'a Lee) ) i raz zebrał nimi w twarz gość od geografii i złamałem mu nos :wstyd:
|
to u mneri było na odwrót

ścigalismy sie korytarzem +/- 2 klasa podstawówki, a dyrektora wychodziła ze swojego gabinetu i otwierając drzwi , zrobiła mi takiego returna, ze zatrzymałem się po przeciwnej stronie korytarza pod kaloryferem.
Oczywiscie wina była moja
W podstawowóce w pracowni technicznej mieliśmy tkaie warsztaty, że z boku były otwierane i ludzie wrzucali tam swoje sniadanie od rodziców. Po kilku miesiącach, chleb stawał się zielony i rzucony ciagnał za sobą, niczym kometa, piękny zielony ogonek.
Lekcje tam to był prawdziwy stres, bo cały czas trzeba było uwazac na zielone pociski, dlateog dla bezpieczeństwa, lepiej było byc agresorem
Pamiętam jeszcze łażenie po bocznych drogach i kładzenie sie na środku za zakrętem, górką...oczywisice kto wstał pierwszy ten cykor
Była tez 'kanapka' czyli największą ciotę sie przewracało i ile było ludzi(najczęściej ok5-10 osób) rzuccało sie na nia tworząc kolejne warstwy.
Najlepsze kanapki były w sniegu.
Najlepiej było jak w podstawówce rozchodizła sie wieśc, ze na długiej przerwie ktoś się będzie lał za szkołą, zawodowy boks to przy tym pikuś.
Oczywiście zabawa traciła sens kiedy bicie odbywało sie o odpowiedź na pytanie" za kim jesteś" bo zawsze istnieło zagrożenie, że żydzi będa mieli wsparcie licalistów czy zawodówkowiczów
aaaa noi najważniejsze
mój kumpel był prekursorem zabawy w BUNGEE polegało to, na wypuszczaniu śpika nosem, jak najniżej i wciąganie

jak nie bło śpików, bungee organizwane było za pomoca śliny, ale to była tylko marna imitacja
Gra w dupy była u nas znana, ale mało popularna
EDIT raz w podstwówce na polskiem , zrobiliśmy flage C klasowego klubiku, ze znalezionego w szafie prześcieradła
W drodze do domu rytualnie ją spaliliśmy
