pan_premier napisał(a):

Dobra bo Watts z Bogiem mi przypomnieli moją teorię, a poniewż, jedno z drugim jest związane to moze niech ten watek będzie jako równoległy, bo podobny:
Otóż uważam, że jako ludzkość zmierzeamy do całkowitego unicestwienia 
i nie przez spaliny czy tam wycinanie drzewek, ale w jeden banalny sposób: poprzez rozwój medycyny.
Dlaczego?
otóż w czasach gdy medycyna praktycznie nie istniała, na swiecie przezywały tylko najsilniejsze jednostki, sałby umierał przy porodzie, w dzieciństwie.
Słabe geny wymierały szybko bez możliwości rozprzestrzenienia swojej 'choroby' dalej.
W XX wieku ratowano ludzi juz z tak wielu chorób, że ludzie skazani na śmierć, dożywali wieku rozrodczego i przekazywali swoje spieprzone geny dalej.
Mieszamy mieszamy i nagle sie okazuje, ze coraz młodsi ludzie chorują na choroby charakterystyczne dla wiekudojrzałego. Wina jest oczywiście zrzucana, na złe jedzienie, tryb życia itd
To też na pewno ma wpływ, ale główny problem tkwi w rodzicach czy dziadkach, którzy gdyby nie medycyna, która potrafi tylko działac na skutki a nie zapobiegać, dała możliwosc przyjścia na świat cżłowieka zbyt słabego.
NIestety cierpia również na tym silne jednostki, bo moga sie przeciez bezproblemowo zmieszac ze słabymi i ich potomek będzie naznaczony piętnem słabości 
w ten oto sposób unicestwimy sami siebie, nie poprzez jakies dymy z kominów czy MCki,a poprzez to, ze pozwalamy żyć jednostkom słabym 
Wiem, ze brzmi to jak coś z Adolfa itd, prosze was jednako nie patrzenie personalne typu:"jak byłem młody to miałem to i to, czy to znaczy ze uważas iż neipotrzebnie żyję" ale popatrzenie z perspektywy ludzkości.
Dopóki medycyna nie zacznie jakby 'cofać' chorób, a jedynie będzie przedłużać życie będzie coraz gorzej a TV będą mówić, zegdyby ekologia to by tak nei było itd
Paradoks jest taki, że każdy garunek daży do przetrwania, być moze gdyby nie medycyna to wymarlibyśmy wcześniej, jednak coś czuję, ze jeśli nawet ktoś na tej ziemi przeżyje, to będzie mocnym inwalidą.
Podsumowując nie uważam np. że to co robi człowiek jest wberw przyrodzie, jesteśmy częścia przyrody i wszelkei wynalazki sa tez dziełami przyrody, jeśłi jakis miś ma wymrzeć, to nalezy mu na to pozwolić a nie utrzymywac gatune przy życiu sztucznie, bo wtedy chroniąc przyrode działmy wbrew niej, co odbija sie zawsze źle, mozna zobaczyć efekty takiej 'pracy' na mazurach gdzie kormorany, sztucznie rozmnożone, tak obesrały wszystkie lasy, ze za nieługo nie będzie zieleni.
Podumowując: z perspektywy ludzkości lepiej byłoby juz nieleczyc ludzi mocno chorych, tak by ne powodowali degradacji genów, lub wynaleźc lek cofający patologiczne zmiany w organizmie 
Inaczej choćbyśmy potrafili przedłużyć już życie każdemu choremu spowodujemy tylko, ze dana choroba będzie miała okazję rozprzestrzenic i zagrozić kolejnym jednostkom
Jestem otwarty na polemikę to nie jest żaden dogmat
|
Obserwacja słuszna, choć z konkluzjami pozwolę się nie zgodzić.
Żyjemy w społeczeństwie, które pozornie hołduje właśnie słabości. Z całym szacunkiem, ale spory udział w tym ma chrześcijaństwo, które usilnie głosi ideologię "ostatni będą pierwszymi" itd. na którym to bazuje nasza
europejska kultura( podkreślam słowo europejska, bo wielu ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy, że pomimo globalizacji istnieją na ziemi ludzie żyjący zupełnie innym życiem i zupełnie inaczej patrzący na świat, wywodzący się z innego kręgu kulturowego). Otóż jest to w całkowitej sprzeczności z naturą. Ale natura ma to do siebie, że jest zawzięta i potrafi wygrać i wszystko przekształca na własną modłę.
Na dzień dzisiejszy żyjemy w świecie pełnym fałszu, zakłamania i hipokryzji. Ludzie głoszą wartości wywodzące się z chrześcijaństwa, ale nic nie jest w stanie zmienić faktu, że człowiek to też zwierze, ma instynkty, ma wypracowane pewne modele zachowań związane z przetrwaniem i prokreacją i nie ma bata, żeby coś w tej kwestii zmienić. Stąd ludzie, którzy są ważniejsi od innych dochodzą do swojej pozycji, idąc po trupach i działając zgodnie z zasadami natury. Faktycznie pozwalamy słabym żyć, pozwalamy im się rozmnażać trzymając ich w przeświadczeniu o ich potędze leżącej w ich ilości( demokracja). Ale nie przeszkadza to silnym rozmnażać się między sobą. Tym bardziej, że w obecnej chwili silny to nie silny fizycznie, ale odpowiednio przysposobiony mentalnie, człowiek z mentalnością drapieżnika, a nie roślinożercy. A mentalność da się zaszczepić nie korzystając z genetyki lecz częściowo poprzez wychowanie młodego człowieka. Do tego dochodzi aspekt dynamicznie rozwijającej się genetyki, która w najbliższym czasie pozwoli najwyższej kaście robić co im się będzie żywnie podobało i umożliwi "zaimplementowanie" potomkom odpowiednich parametrów fizycznych. W krótkiej perspektywie obecna wyższa klasa stanie się biologicznie doskonalsza. Ale pozostaje aspekt decyzyjny, jedna zła decyzja, komuś zamarzy się żołnierz doskonały albo uberpracownik i wizja Verne'a z "Wehikułu czasu" staje się rzeczywistością.
Wstawek religijno politycznych nie ma sensu komentować, bo religia i polityka nie polegają na dyskutowaniu tylko na forsowaniu jedynie słusznej koncepcji.