Wyświetl pojedynczy post
iiYama
Senior Member
 
 
Od: 12.2002
Skąd: IV -> XV -> NRW

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#716
Stary 01.12.2008, 22:21
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,358...a_Cupiala.html


Rachunek Bogusława Cupiała by Piotr Jawor

Właściciel zrezygnował z doskonałych pracowników, a w zamian sprowadził przeciętnych lub niedoświadczonych. Gdy wydajność ekipy spadła, to głową ma odpowiedzieć szef brygady, na którego wyrok może podpisać tylko... prezes. W biznesie to niedorzeczne, ale w piłkarskiej wizji Cupiała zdarza się aż za często

Wskaźniki poleciały w dół, a inwestorzy złapali się za głowy. Firmy traciły na wartości, a najstabilniejsze przedsiębiorstwa zatrzęsły się w posadach. Kilka tygodni temu świat dopadł kryzys finansowy, który nie ominął Telefoniki. Firma w grudniu ma zwolnić 900 osób i choćby prezes Cupiał stanął na głowie, to przyszły rok nie będzie dla przedsiębiorstwa rekordowy. Takie cuda w gospodarce się nie zdarzają.

Prezes wierzy jednak w cuda piłkarskie. W porównaniu z poprzednim sezonem zrezygnował bowiem z doskonałych, jak na polską ligę, zawodników, a w ich miejsce sprowadził przeciętniaków lub piłkarzy na dorobku. I choć wartość oraz siła drużyny spadła zdecydowanie, ciągle wymaga od trenera Macieja Skorży cudów.

Serce człowieka od czarnej roboty

Wymiana Dariusza Dudki na Marcelo to jak zastąpienie w Telefonice złotej rączki przez zdolnego stażystę. Pierwszy występował na największych turniejach, nie brzydził się czarną robotą, a w Polsce był jednym z najlepszych w swoim fachu. Z kolei drugi to pracownik po dobrej szkole, ale niezbyt obeznany z tematem. Więcej o wykonywanym zawodzie wie Peter Szinglar, ale to obrońca. Tymczasem brygada potrzebuje kogoś błyskotliwego i kreatywnego. Te cechy po części posiadał Jeana Paulisty, ale już go w Wiśle nie ma.

To jednak nie był powód kryzysu, który zaczął podgryzać ekipę już w poprzednim sezonie, a w tym zaatakował na całego. Cupiał wyciągnął bowiem z drużyny serce. Potrzeba człowieka, który w Telefonice miałby posłuch, podnosiłby efektywność pracy, a w sytuacjach kryzysowych ingerował nawet w prywatne życie pracowników. Byle tylko pomóc firmie.

Kamil Kosowski podejmował w drużynie najważniejsze decyzje i sprawiał, że reszta kolegów stawiała tylko kropkę nad "i" (zdobywała bramki). Pozbycie się tego piłkarza to ruch równie zabójczy, jak zwolnienie z Telefoniki menedżera, który załatwia najlepsze kontrakty, pod którymi wystarczy tylko postawić parafkę.

Ciężko też spodziewać się sukcesów od ekipy, w której wydajność pracowników w porównaniu do poprzedniego sezonu spada do... niespełna 10 proc. normy! To właśnie dotknęło Marka Zieńczuka, który w tamtej rundzie miał 9 asyst i 12 goli, a w tym tylko asystę. Nie wierzę, że ktokolwiek w klubie liczył na to, że 29-letni wówczas Zieńczuk nagle okazał wybitnym snajperem. Z drugiej strony boiska Wojciech Łobodziński miał zastąpić Kosowskiego. Tyle że na boisku wyrobił raptem 30 proc. jego normy (gol i dziewięć asyst wobec trzech asyst). Poza pracą nawet w promilu nie zastąpił Kosowskiego.

Cel numer 1

Z całym szacunkiem dla osiągnięć Cupiała śmiem wątpić, by z tak osłabioną ekipą był w stanie wyprowadzić firmę na szczyt polskiego biznesu. Od przedsiębiorstwa, które rezygnuje z przywódców, a wskaźniki kluczowych pracowników spadają poniżej poziomu przyzwoitości ciężko wymagać nie tylko sukcesów, ale nawet utrzymania wydajności pracy. Takiemu zadaniu i Cupiał by nie podołał, ale stawia je przed Skorżą.

Tymczasem trener Wisły wycisnął z zespołu bardzo wiele. Nie miał wsparcia u przełożonych (brak transferów), ale mimo wszystko podjął się karkołomnej misji. Choć widział, że konkurencja zatrudnia wybitnych pracowników (Lech Roberta Lewandowskiego i Semira Sztilicza, a Legia Macieja Iwańskiego), miał nadzieję, że zajmie pierwsze miejsce. I jak na razie przeliczył się o niewiele, bo raptem o trzy punkty.

To jednak dla prezesa Wisły może być zbyt wiele. Cupiał, dla którego mistrzostwo od zawsze jest tylko celem pośrednim w drodze do Europy, pewnie rozważa zwolnienie Skorży albo podpowiada mu to grono "życzliwych" doradców. Niewykluczone, że już nawet podjął decyzję. Ale właśnie teraz nadszedł idealny moment, by szef z Myślenic pokazał racjonalne podejście do piłki. Bo choć emocje w sporcie są nieuniknione, to w pewnym momencie przychodzi czas na analizę.

A wyniki są banalne: Wiśle potrzeba nowych piłkarzy, nie trenera.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków



Ten artykuły pasuje nie tylko do tego tematu, ale i do transferowego jak i o trenerze.

I choć wyszedł od tego samego wydawcy co pisemka Steca, ma jakże odmienny charakter. Osobiście w 100% się z nim zgadzam.

I mam nadzieję że właścicielowi Tele-Foniki położy ktoś jutro na biurko wydanie Gazety Wyborczej otwarte na dziale sportowym, a ten go przeczyta. I wyciągnie właściwe wnioski.
Ostatnio edytowane przez iiYama : 01.12.2008 o godz. 22:26.
Ave
Wisła
Odpowiedz cytując