d napisał(a):

Ryzykowanie to jedno, a robienie kominów płacowych to drugie - już kiedyś to przerabialiśmy, a czkawka jest do dziś. Ryzykować można też kupując np. Gancarczyka, który zarabiałby pewnie max. 1/2 tego co wielki gwiazdor Garguła, którego - podkreślam - NIKT od nas za rok, dwa nie kupi za sensowne pieniądze.
Tak trudno zauważyć, że jeszcze przez jakiś czas musimy utrzymywać piłkarzy na wysokich kontraktach którzy nie wnoszą praktycznie nic do jakości gry i ładowanie się w kolejny wielki kontrakt dla piłkarza o mocno wątpliwej klasie to samobójstwo?
Dawidowski, Łobodziński, Cantoro, Niedzielan - to tylko najbardziej drastyczne przykłady, a w naszej sytuacji NIE MOŻEMY ryzykować wywalania takiej kasy jak prawdopodobne zarobki Garguły w obecnej sytuacji, gdy masa pieniędzy z budżetu idzie w praktyce (tj. z piłkarskiego punktu widzenia) w błoto. Że też casus Łobodzińskiego nikogo jeszcze niczego nie nauczył...
|
I właśnie takie myślenie doprowadziło przed dwoma laty do 8 miejsca, zapaści, a dziś do kryzysu drużyny.
Prawdziwym problemem Wisły nie są i nigdy nie były jakieś "kominy płacowe". Klub nigdy nikomu nie płacił więcej za kontrakt niż 300 tyś euro, śmieszne pieniądze w futbolu - więc co to za bzdury? Problemem Wisły jest to, że nie potrafi zatrudniać piłkarzy lepszych od tych grających obecnie, bo ktoś ciągle boi się jakichś wyimaginowanych "kominów", wydając te same pieniądze na stosy kontraktów dla słabeuszy...
Polityka kadrowa Wisły jest chora czy zdrowa? Chora, o czym prawie wszyscy od dawna wiedzą. Są w niej "kominy płacowe"? Nie. Więc o czym Wy w ogóle mówicie? Zejdźcie z tych utopi na ziemię.