|
Na chwile obecna, Skorza nie wywiazuje sie ze swoich wlasnych deklaracji i przewidywan.
Przed rozpoczeciem sezonu twierdzil, iz pomimo tego, ze druzyna nie zostala wzmocniona, on nie uwaza aby byla slabsza od tej, ktora siegnela po mistrzostwo. Swoja teze argumentowal tym, ze postepujacy czas jaki spedzil z zawodnikami dziala na jego korzysc i sprawia, ze zespol staje sie coraz lepszy.
Dorobek punktowy zdecydowanie temu przeczy. Obawiam sie, ze sama gra rowniez. Szczegolnie w takich spotkaniach jak z Lechem, Gornikiem, LKSem czy z Pasami.
Nastepnie po przegranym meczu w Warszawie, mielismy zalozenia, by do konca roku nie stracic juz ani punktu. Od tamtej pory, Wisla stracila juz 5 pkt, choc byla bardzo bliska by ta strate powiekszyc, jednak na nasze szczescie Odra konczyla mecz w 10-tke, co pozwolilo uratowac zwyciestwo w koncowce.
Teraz nalezaloby sie zastanowic, czy rzeczywiscie mamy tu do czynienia z niedotrzymaniem nieformalnych deklaracji, czy jednak od samego poczatku trener dawal wzorcowy przyklad dyzurnego optymizmu, ktory nie mial prawa przetrwac starcia z rzeczywistoscia ?
Ja jestem sklonny wskazac na ta druga ewentualnosc. Aczkolwiek dostrzegam w tym szkoleniowcu - moim zdaniem - istotne wady, w szczegolnosci na niwie decyzji personalnych i doboru zawodnikow, dlatego osobiscie nie wpisuje sie w nasilajacy sie kult trenera w takim stopniu, w jakim udziela sie on najbardziej zagorzalym fanatykom MS.
Wisla w tej chwili stoi w obliczu mniejszej badz wiekszej przebudowy zespolu (wygasajace umowy, potrzeba wzmocnien/rozstan) i jesli ta sprawa zostanie zawalona przez duet Skorza & Bednarz, moze byc z nami naprawde krucho. Tego tak naprawde obawiam sie znacznie bardziej, niz tego ile punktow uda sie zdobyc w dwoch pozostalych kolejkach tej rundy.
Ostatnio edytowane przez Eustachy : 23.11.2008 o godz. 22:23.
|