|
Wdech, wydech spokojnie. Już od dłuższegozcasu gramy to co gramy. Jeśli dostajemy gola to już wiadomo, ze tego meczu nie wygramy, najwyżej cud i remis. Tu cudu nie było. Pawełek show (jakby tak policzyć punkty stracone przez jego "pawelady"..). "Wielki taktyk" Skorża potrzebował aż 65 minut, aby zauważyć co prezentuje i ściągnąć z boiska od kilku już meczy bezproduktywnego Boguskiego (tradycyjnie marnującego doskonałe okazje nie potrafiąc trafić z kilku metrów w bramkę). Gra wbrew temu co zapowiadał Skorża o tej wielkiej energii jakoby miał zespół wyglądała raczej w chodzonego ze strony Wisły. Bramkowych okazji w II połowie jak na lekarstwo. Jak na zespół idący (podobno) na mistrza to żałośnie mało. Baszczyński od wielu już meczów nie umie utrzymać języka za zębami co tradycyjnie kończy się tak jak kiedyś w Wodzisławiu, teraz we Wrocławiu (w wielu meczach uszło mu płazem). Sobol niestety pyskówkami też zbiera masę kartek. Siła ataku 0 (bramka samobójcza).
Wiadomo, że zwolennicy "nic się nie stało Wisełko, nic się nie stało" będą matematycznie udowadniać, ze cały czas gramy o mistrza. Ja natomiast odwrócę to i powiem że cały czas niestety przegrywamy tego mistrza takimi m.in. meczami jak dzisiaj. Nie widzę tej woli walki o niego w zespole. A to co mówi Pan Trener i zawodnicy to można między bajki włożyć, bo widać co się na boisku dzieje.
|