Na przykładzie Kasperczaka (w Realu, zachowując wszelkie proporcje podobnie ma teraz Bernd Schuster) widać, że zawód trenera to jeden z najbardziej ryzykanckich zajęć na tym świecie.
Co by nie gadać, wyrobił sobie nazwisko i autorytet u nas (w Polsce), mimo, że z Wisłą mógł więcej osiągnąć a i szczegóły rozstania z klubem w kryształowym świetle go nie stawiały.
W Afryce się wyłożył, lekki niesmak po jego wypowiedziach po rozstaniu z tą ostatnią reprezentacją powstał (to chyba był Senegal, mogę się mylić).
I przyjechał do Górnika, by go z bagna wyciągać. Na papierze nazwiska nawet nawet, sponsor niczego sobie, w gazetach świetlana przyszłość prorokowana przez kogo się da.
I nic, wyniki tragedia, za poprzedniego trenera było lepiej. W tej chwili najbliżej do spadku, choć za wcześnie by kogoś zdecydowanie na ten los skazywać.
I się pan Henryk włożył niechcący w kleszcze - jedyny ratunek twarzy to uratowanie klubu przed spadkiem. Odejdzie sam, czy go zwolnią wcześniej - legenda padnie.
Przeciwieństwo Kasperczaka to Motyka. Za bardzo w mediach nie błyszczy, zresztą nie pcha się. Jak coś powie tą swoją mieszanką góralsko-krakowską to sens ma, ale tak jakoś nie brzmi, szczególnie w warszawskich uszach (

). Ale, jak widać to dobry specjalista w wyciąganiu prowadzonych drużyn z opresji, ostatni przykład to bytomska Polonia.
Ale pewnie prowadzenie drużyny walczącej w pierwszej trójce o majstra by mu pewnie nie szło.
Pewnie i w tym fachu są ludzie od sprzątania piwnic i inni od projektowania wyposażenia salonów.
Ciekawe, gdzie miejsce Majewskiego
