|
Jeżeli mam się opowiedzieć "za" czy "przeciw" to absolutnie "za".
Ale jak myślę o sprawiedliwości przy każe śmierci - to akurat "ząb za ząb" czy "śmierć za śmierć" nie jest dla mnie sprawiedliwością. I nie ten argument sprawia że jestem za karą śmierci.
Bo wyobraziłam sobie człowieka który zgwałcił i zamordował. I pewnie w pierwszym odruchu (szczególnie gdybym była powiązana z ofiarą) chciałabym aby ten człowiek zginął. Ale jakiś zadzior we mnie mówi mi że to "tylko" śmierć za okrucieństwo. Bo nie wiem, czy człowiek skazany na dożywocie z zerową perspektywą zwolnienia warunkowego, nie potraktuje śmierci jak uwolnienia i szczęścia (w nieszczęściu oczywiście).
Wolałabym aby człowiek ten spędził całe życie na pracy - i to tak aby musiał utrzymać siebie (czyli oprócz jedzenia wchodzą w to pensje dla pracowników, prąd, ogrzewanie, składka emerytalna itd.) w więzieniu, ale i jeszcze zarobić na "zadośćuczynienie" rodzinie (cudzysłów ponieważ pieniądze nigdy nie naprawą tego co się wydarzyło, ale pewnie w wielu sytuacjach mogą ułatwić życie tej rodzinie). Czyli płaci rentę - no coś w tym stylu rodzinie czy osobie wskazanej przez sąd - i to do końca swoich dni (czy możliwości pracy).
I tylko w takiej sytuacji jestem/mogłabym być gotowa powiedzieć, że kara śmierci jest nam niepotrzebna. I z racji tego że jestem realistką i to o czym piszę pozostanie w sferze moich wyobrażeń i "chcenia", opowiadam się za karą śmierci - nawet z czysto ekonomicznej przyczyny - nie chcę dygać na kogoś kto jest zwyrodnialcem i mordercą. Ba! Nie chcę utrzymywać gościa który narobił dzieciaków i nie chce mu się teraz to tego przyznać i nie chce płacić alimentów i za to siedzi w więzieniu... Bo przecież alimenciarzy mamy coś koło 4000 sztuk w więzieniach i jak to się przemnoży przez kwotę utrzymania miesięcznego to całkiem niezła sumka powstaje - ale to już osobny temat.
Wracając do kary śmierci, to ktoś wspomniał o możliwości popełnienia błędu. Owszem, istnieje takie zagrożenie, jednak jak można zaobserwować na przykładzie Stanów Zjednoczonych, gdzie w niektórych stanach kara śmierci jest nawet obecnie wykonywana, pomyłka jest prawie niemożliwa, gdyż proces jest prowadzony bardzo skrupulatnie, a od zasądzenia wyroku do jego wykonania mija zazwyczaj kilka lub nawet kilkanaście lat. Średni czas oczekiwania na egzekucję wynosi 10 lat i 2 miesiące (!!!)
Tak więc, jest sporo czasu na ewentualne skorygowanie wyniku śledztwa i odwołanie się od wyroku. Ja osobiście poczułabym ulgę, wiedząc że psychopata który został skazany za np. znęcanie/zabicie/zgwałcenie kobiet(y) gdzieś w mojej okolicy właśnie zakończył swój żywot. Poczułabym się bezpieczniej (chociaż na chwilę).
Powód: śmierć błędom ;-)
Ostatnio edytowane przez Kobieta_Wislak : 16.11.2008 o godz. 23:10.
"... Bo to miłość, pasja, To mój sposób na życie,
Mam trójkolorowy świat i innego nie chcę widzieć nigdzie..."
|