Kurt C. napisał(a):

|
najlepiej z wykonaniem kary po roku, bo najgorszy nie jest umrzeć, a czekać na śmierć, wiedzieć, że śmierć jest nieuchronna w końcu nadejdzie i nie da się przed nią uciec. Uważam że tacy ludzie swoim postępowaniem, zasługują na zmaganie się przez rok z myślami, kiedy to będzie, jak będzie, co mnie czeka...
|
Że tak powiem śmierć zawsze jest nieuchronna i w końcu nadejdzie. Ale zgadzam się z opinią, że dla pewnych odszczepieńców litości być nie powinno. Powiedzmy sobie szczerze, pewnych patologii nie da się wykorzenić nieinwazyjnie i gadanie o resocjalizacji w przypadku recydywistów dopuszczających się wyjątkowo okrutnych zbrodni jest naiwnością. Przykład z życia. Jakiś pedofil dopuścił się gwałtu na dziecku, poszedł siedzieć na ileś tam lat( już nie pamiętam czy było to dziesięć, czy dwadzieścia) i pierwsze co zrobił po wyjściu z więzienia, to dopuścił się kolejnego gwałtu. Na wolności był bodajże cztery dni. I co? Zamknąć go na dożywocie, żeby społeczeństwo go utrzymywało, żeby po kilkudziesięciu latach wyszedł za dobre sprawowanie i jeszcze raz kogoś skrzywdził? Na metody typu kastracja chemiczna też się liberałowie obruszają, a trzeba przyznać, że kara śmierci jest zwyczajnie pewniejsza.
To co niepokoi w karze śmierci, to jej nieodwracalność. Jeżeli sąd, czy śledczy się pomylą, to nie jest to błąd, który można naprawić. Natomiast kwestię wykorzystywania kary śmierci przez władzę do walki politycznej można włożyć między bajki. Odpowiednio przygotowana ustawa/zmiana w konstytucji uniemożliwiałaby wykorzystywanie kary śmierci do szeroko zakrojonego represjonowania op[ozycji politycznej. Natomiast do rozwiązywania kwestii partykularnych o wiele prostszy i wygodniejszy w zastosowaniu jest zwykły najemny cyngiel, którego po robocie też można sprzątnąć.