Janusz Gancarczyk odejdzie zimą?
SKRZYDŁOWY ŚLĄSKA ZNALAZŁ SIĘ NA CELOWNIKU WISŁY KRAKÓW
Marek Zieńczuk jest cieniem samego siebie z zeszłego sezonu, a Wojciech Łobodziński oddalił się od reprezentacji na lata świetlne. Maciej Skorża ma problemy ze skrzydłowymi, więc szuka wzmocnień zarówno na prawą, jak i lewą flankę. Rozwiązaniem problemów Wisły Kraków może być Janusz Gancarczyk ze Śląska Wrocław.
24-letni Gancarczyk to jedno z objawień rundy jesienniej polskiej ekstraklasy. Lewoskrzydłowy decyduje o obliczu beniaminka, a jego grze przyglądał się ponoć nawet Leo Beenhakker. Nie dziwne więc, że zainteresowane pozyskaniem szybkiego zawodnika są silniejsze kluby, a w pierwszej kolejności Wisła.
Pytanie tylko, czy krakowian stać na pomocnika? Gancarczyk nie ma wpisanej w kontrakcie sumy odstępnego, a we Wrocławiu nie chcą go sprzedawać. Śląsk może więc podyktować cenę zaporową i zniechęcić mistrza Polski. - Janusz nie jest na sprzedaż i w zimowym okienku transferowym go nie puścimy. No chyba, że dostaniemy wielomilionową ofertę. Pytanie tylko czy sam zainteresowany będzie chciał zmienić otoczenie - stwierdzil Piotr Mazur, wiceprezes Śląska.
- Nie napalam się na szybkie odejście, chociaż każdy chciałby grać w klubie walczącym o najwyższe cele. Jednak i we Wrocławiu może być szansa powalczyć o europejskie puchary w przyszłym sezonie, bo tworzy się perspektywiczny zespół - skomentował całe zamieszanie Gancarczyk, którego obserwowali też już ponoć wysłannicy Anderlechtu Bruksela.
W bieżącym seoznie Janusz Gancarczyk zdobył trzy bramki, dołożył dwie asysty i wywalczył dwa rzuty karne. Rok temu warty był, gdy Śląsk kupował go z Górnika Polkowice, 120 tysięcy złotych. Teraz może być nawet dziesięć razy droższy.
Michał Ptaszyński, źr. Przegląd Sportowy