Wyświetl pojedynczy post
harthausen
Senior Member
 
 
Od: 02.2006
Skąd: Kraków, miło się Gdynię wspomina

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#177
Stary 23.10.2008, 19:48
wtedy był wybór między etykietką uczciwego frajera a sprytnego, nie dającemu sobie w kaszę dmuchać zwycięzcy.
Ich błąd, że nie wyczuli, że przegięli.

W sumie obie walczące o mistrza strony były tak samo winne (Legia i ŁKS), ale bardziej po tyłku oberwali warszawianie. Zapłacili za to, że byli rozreklamowanym na wszelkie wtedy sposoby przez media centralne, czyli warszawskie "najbardziej medialnym i rozpoznawalnym klubem", co zresztą z dumą podkreślali.
A że im kto z wyższego piedestału spada, tym naród się bardziej cieszy to więcej trąbiono o nich, o ile mnie pamięć nie myli to o ŁKSie tylko półgębkiem wspominano.
Taki przykładzik, to jak by nas cieszyło, gdybyśmy zobaczyli w kajdankach Listka czy Koźmińskiego .
A jakiś tam kolejny sędzia czy trenerzyna, już spowszedniało.

Prawdziwym mężczyzną w tym to był prezes Miętta, nic głupio nie krył tylko zadziałał i ukarał. I wcale tak bardzo nie bolało, jak osłabiona Wisełka po jakimś czasie w dół poleciała. Niektóre grajki się skur....y, ale klub honoru nie splamił.


Odpowiedz cytując