|
Co mogę Wam odpisać? Znacie rodziny, które chodzą na mecze. Dobrze, a teraz pomyślcie ile rodzin mogłoby chodzić, ale tego nie robi. Przez kłamliwe artykuły (już zapomnę, że to wywiad)? Czy ten artykuł jest kłamliwy? W którym miejscu?
Kiedy doczekam się potomka, to chciałbym żeby Wisła miejscami przypominała teatr - ten który tak szkalujecie. Żebym miał mozliwość pocucia, przynajmniej w niektórych miejscach, kultury obecnej chociazby w kinie (nie wspominając o teatrze). Teraz według mnie jej nie ma i do tego poziomu jeszcze długa droga. W Anglii, piłka to rozrywka przewidziana na przeciętnego widza, tak jak właśnie kino. Nie dla fanatyków, nie dla koneserów (jak często teatr), ale właśnie dla jak najszerszego grona odbiorców. Rodziny to najlepszy biznes, dlatego właśnie skierowali wszystkie zabiegi marketingowe na nie.
Powiedzcie mi czy patrząc na przeciętnego widza na stadionie, uważacie, że tak wygląda przeciętny Polak? Albo inaczej czy stratyfikacja społeczna kibiców na stadionie Wisły, odzwierciedla tę jaka jest obecna w Krakowie? Nie. Więc co reprezentuje?
Spróbujcie spojrzeć na to bardziej obiektywnie. Czy dla kogoś, kto nie "żyje" Wisłą i stawia znak równości pomiedzy oglądnieciem meczu a pójściem do kina na film (względem atrakcyjnosci samego widowiska), stadion jest miejscem przyjaznym do zabrania rodziny? Dla zwykłego człowieka, który kupując bilet oczekuje określonych warunków. Czy idąc do teatru musisz pytać czterech wielkich, łysych panów czy napewno siedzą na dobrych miejscach, później wytrzeć wszystkie krzesełka, bo komuś nie chciało się schodzić po schodach, następnie podnosić synka do góry, gdyż kibice przed Tobą stwierdzili, ze najlepiej ogląda się mecz na stojąco? W ramach dodatkowych atrakcji mozesz doczekać się momentu; w którym ktoś z góry będzie rzucał pomięte ulotki; zostaniesz zmuszony uważać na race - jesli masz miejsca niedaleko sektoru gości to także latające krzesełka (tylko ewentualnie); uważać zeby nie potrącić jakiegoś większego pana, bo moze zacząć robić się niemiło; w czasie wyjścia do toalety przygotować sie na śmierdzące i osikane toi toie (nie tylko od wewnątrz), a nastepnie będziesz prowadzić swoją rodzinę spowrotem na miejsce, przechądząć obok pijanych niemal w trupa 17-latków.
To spojrzenie z nieco inne strony, mam nadzieję, że przynajmniej zostanie przemyślane. Jest praktycznie zbieżne z panem z Deloitte.
|