zim zum napisał(a):

Boziu nie ma sie z czego śmiać. Czas zejść na ziemie i zacząć nazywać rzeczy po imieniu.
|
Bozia zeszła i przeczytała artykuł niejakiego Stańczyka

błazen ów bardzo lubi szastać kontrastami, dzięki czemu być może jego artykuły zyskuja koloryt i czytelników. W każdym razie: zestawienie wszechumiejącej Amiki i nic nieumiejącej Wisły to już zwykła blaga. I do tego zestawienia stańczykowskiego Bozia się odniosła.
Nie łykam takich bajek, bo zdążyłem wrócić na końcówkę drugiej połowy Wronek z Poznania i powiem tyle - zaryzykowali, pomogli szczęściu, udało im się. Nam nie, bo chcieliśmy uśpić ryala, a uśpiliśmy siebie. Mimo tego ostatnie minuty były emocjonujące w obydwu spotkaniach i zestawienie typu: wszystko i nic będę kwitował śmiechem.
Ceny biletów, frekwencja, doping, atmosfera i ciśnienie na sukces - od przyczyny do skutku. Pozwiedzałem Reymonta i oklice w poszukiwaniu alternatywnych sposobów oglądnięcia zmagań naszych plejeros : ) ale tym razem żadna opcja nie wypaliła, więc przyszło mi zobaczyć sporo znajomych twarzy w okolicach stadionu a mecz w przepełnionej "U Wiślaków".
I powiem w ten spób - uzbierało się trochę błędów, tych indywidualnych (Maurycy w szczególności), tych zespołowych (za wolne tempo gry), tych taktycznych także(Diaz na lewej stronie zamiast w miejsce Mauro, zachowawcza strategia). Natomiast wszystkie te wpadki są drobiną w zestawieniu z tym, co odstawia "góra" (bo zarządem tego nazwać nie wypada). Przyczyna - skutek, dokładnie taki sam schemat. Dla mnie zero zaskoczeń.