|
Przepraszam, że się wtrące.
Czemu w Polsce musi być tak, że albo jest się na dnie, albo jest się królem. Czy nie można podejść umiarkowanie?
A więc do rzeczy. Nie rozumiem lamentów po meczu z Kogutami. Trafiliśmy na przeciwnika, który teoretycznie był, obok Milanu, najsilniejszy w obecnej stawce Pucharu Uefa. Zespół posiadający ogromne pieniądze i indywidualności, w postaci np. świetnego Luki Modricia. Owszem, nie wiedzie im się w lidze, ale jest to nadal piekielnie mocna drużyna, która w końcu zaskoczy.
Droga Wisły w europejskich pucharach to istna droga przez mękę. Drużyna osłabiona, a jednak udało się pokonać Beitar Jerozolimę - najsilniejszego nierozstawionego przeciwnika w drugiej rundzie el. LM. Kolejna była Barcelona, a jednak Wiślacy pokazali charakter i zdołali wygrać w Krakowie z największymi gwiazdami światowego futbolu. Mało?
Dzisiaj Wisła zagrała to, na co ją było stać. Trudno jest wygrać, kiedy rywal trzy razy szybciej rozgrywa piłkę i faktycznie góruje we wszystkich elementach piłkarskiego rzemiosła. Maciej Skorża nie ma się czego wstydzić. Wisła zagrała z zębem i do końca walczyła o upragniony awans do fazy grupowej. Przygoda z europejskimi pucharami, może być jednak zaliczona do udanych. Wisła okrzepła i może szykować siły na kolejne starcie o Ligę Mistrzów, do której awans będzie dużo łatwiejszy.
PS. Panowie, o jakim Wy rozwoju mówicie. Cleber i Głowa to ukształtowani zawodnicy, którzy mogą co najwyżej mieć wahania formy. Kto zrobił ludzi z wiecznie utalentowanego Piotrka Brożka? Kto przyczynił się do okrzepnięcia Pawła? Pamiętacie Diaza, kiedy przyleciał do Polski?
PS2. A może ktoś przypomni sobie, jak wystraszony był Lech w Wiedniu? Nie jestem pewien, czy Austria reprezentuje poziom Beitaru.
Jestem dumny z tego, jak Wisła reprezentowała mój kraj na arenie międzynarodowej.
|