Oj, Heban, Heban
Długi czas nie pisałem na tym forum więc dla wyjaśnienia, na czym stoimy: kumata z Ciebie osoba, i liczę się z Twoim zdaniem. Tyle, że tym razem rozjeżdżamy sie w opiniach kompletnie.
Po pierwsze - zejdź chłopie z Miśka. Piszę całkiem szczerze, chcesz rozwinąć temat to priv. Ale, w wielkim skrócie, Wiśle kibicują różni ludzie w różny sposób, ultrasi, dziadki, chłopaki z ekipy. Gdyby nie ci ostatni chodzilibyśmy po tym mieście jak Polonia w Warszawie, kanałami. Nie zgadzasz się - priv. Tematu zaśmiecać nie będziemy.
Rzecz druga - naprawdę jest różnica pomiędzy kibicowaniem a kibicowaniem Wiśle. SKWK robi swoje, pisałem już, że nie zawsze się z nimi zgadzam, ale w tej kwestii popieram ich stanowisko - jeśli ktoś chce szydzić na stadionie Wisły, niech wybierze się na sektor gości (wyjąwszy mecze ze zgodami

) i lży, bluzga do woli.
Nikogo nie chcę dzielić, raczej w drugą stronę - uważam, że wyrażenie KIBIC WISŁY jest zwartym i zbiorczym pojęciem, oznaczającym grupę ludzi, którzy wspierają swój klub a zatem i swoich piłkarzy. Koniec i kropka. Jasne, że nikomu na stadion przyjść nie zabronisz, ale warto utrzymywać porządek w postrzeganiu i nazywaniu rzeczy po imieniu. A więc: nie każdy obecny na meczu Wisły jest jej kibicem.
I jeszcze gwoli ścisłości - nie piszę, że Mariusz to bohater, to normalny facet, zagotował, zrobił szczeniacką ale szczerą rzecz - myślę, że sam chciałby zapomnieć o całej tej sytuacji. Ale to, co mnie ostro w***wia w niektórych wypowiedziach, to jakiś odjechany ostracyzm, w oderwaniu od sytuacji, kontekstu. Traktowanie Mariusza jak gwiazdora, któremu przewróciło się w dupie od nadmiaru kasy, gościa, który celowo poniża krakowską publikę. Tak nie było i to ogromne przerysowanie sytuacji. Sytuacji, dodam tylko - która miała konkretny początek.
A wracając do wątku, który zarysował
irman - też trochę lat chodzę na Wisłę, pamietam spadek i II ligę - fakt, różne mendy grały w naszych barwach, mieliśmy szyderkę, ale nie było sytuacji, w której większa grupa swoich jedzie po chłopaku, który się stara, w bardzo ważnym meczu. I były też świętości, chłopaki, którym przebaczało sie słabszą grę właśnie ze względu na charakter. (Dla nieco młodszych jeszcze raz przypomnę rewanż z Saragossą i nieopierzonego Baszcza, który mecz zaczyna od strzelenia samobója, gra fatalne 90 minut, przeżywa jakoś dogrywkę i wieńczy dzieło s.......onym karnym. Ludożerka zjadła chłopaka? Nic podobnego. Chłopak dostaje wsparcie, otuchę, bo tego mu najbardziej brakowało.)