Dostałem tu już od kilku osób zjebkę, że wrzucam teksty odnośnie akcji widelec, temat jednak tak jakby pasuje więc, znowu coś ciekawego do poczytania.
Kto nie ma ochoty niech wyobrazi sobie, że dalej już w tym poście nic nie ma
Gazeta Polska napisał(a):
Kiedy tydzień temu kończyliśmy tekst „Schetyna zamyka wrogów Waltera”, czuliśmy, że jesteśmy osamotnieni. Niemal wszystkie media przyjmowały za prawdziwą wersję wydarzeń ministrów Schetyny i Ćwiąkalskiego oraz policji, upowszechnianą szczególnie gorliwie przez media ITI.
Policjant: wymuszaliśmy zeznania, było bicie
Po naszym artykule część mediów zmieniła ton pisania o tym, co stało się w Warszawie przed meczem Polonia-Legia. Niemal jednocześnie z naszym ukazał się tekst w dzienniku „Polska”. Jego dziennikarze uzupełnili zestaw naszych dowodów o kolejne, niepozostawiające wątpliwości co do przebiegu zdarzeń.
Są nimi relacje policjantów. Wywiadowca z jednej z komend w Warszawie opowiedział tej gazecie: „Szef powiedział mi wprost: masz wszystkich zmusić, by podpisali przyznanie się do winy. Więc wciskałem tym dzieciakom kit, że je zamkniemy, jeśli nie podpiszą oświadczenia. Gdy nie skutkowało, to koledzy z kryminalnego brali delikwenta do siebie i tam bicie było”. Inna policjantka stwierdziła: „Komendant powiedział, że przywożą kiboli po zamieszkach, a do mnie na przesłuchania trafiły jakieś spokojne dzieci. Nie potrafiłam zmusić ich do podpisania tych oświadczeń. Ale zarzuty i tak prokurator kazał postawić”.
Podczas ostatniego tygodnia mieliśmy okazję rozmawiać z kolejnymi uczestnikami wydarzeń. Wśród poszkodowanych przez policję okazał się być m.in. młody syn działacza mazowieckiej Platformy Obywatelskiej, wielu studentów oraz kilku... ministrantów. „Metro” zamieściło relację 54-letniego pracownika muzeum, który próbując bronić bitych dzieci usłyszał: „Morda, dziadu” i został zatrzymany.
Niemniej szokuje to, w jaki sposób nazywali swą akcję policjanci: „Ostateczne rozwiązanie kwestii kibiców Legii”. Aluzja do holocaustu Żydów była tu oczywista. Rzecznik policji zaprzeczył, by tak nazywała się oficjalnie. Według niego miała kryptonim „Derby”.
Schetyna i Ćwiąkalski przyznają się do tej akcji
Wszystkie relacje świadków, do jakich dotarły media, są w tej sprawie zgodne. Udawanie, że mamy do czynienia tylko z dwiema równoprawnymi wersjami policji i kibiców, byłoby hipokryzją. Nawet „Metro”, bezpłatne pismo Agory, przyznało, że fakty przemawiają za kibicami. Z jednej strony brak rzekomych zniszczeń, z drugiej – liczne lekarskie obdukcje, dowodzące, że opowieści o pobiciach to nie wymysły.
Autorzy akcji przedobrzyli – może dałoby się tak potraktować sto osób, ale nie 752. Każda z nich ma rodzinę i znajomych, co oznacza, że jakieś 20–30 tys. ludzi w stolicy zna relację z tych wydarzeń z pierwszej ręki. Trudno ich zakrzyczeć, nawet dysponując medialnymi środkami masowego rażenia.
Tej sprawy nie wolno nam pozwolić wyciszyć, przykryć innymi sensacjami. Za bandyckie działania policjantów winni muszą ponieść odpowiedzialność. Czas skończyć z używaniem w tej sprawie nazbyt dyplomatycznego języka. Bydlak, który bije niewinnego człowieka na komisariacie, żeby wymusić od niego zeznania, powinien natychmiast wylecieć z policji i trafić do więzienia.
Ale ważniejsza od odpowiedzialności szeregowych policjantów jest odpowiedź na pytanie, kto odpowiada za sprawstwo kierownicze tej przestępczej akcji. Znakomite marketingowe przygotowanie sprawy przez rząd wydaje się tu istotną wskazówką. Zanim media zdążyły ustalić fakty, ministrowie Schetyna i Ćwiąkalski przekonani, że wszystko przejdzie gładko, chwalili się jej autorstwem, błyszczeli w blasku fleszy, opowiadając, że tak właśnie zamierzają walczyć z „bandytami”.
Krótko po tym, jak na komisariatach wymuszano zeznania, Schetyna zapowiadał dumnie na konferencji prasowej 3 września: „Jeszcze w środę zostaną przedstawione zarzuty niektórym z pseudokibiców, zatrzymanym we wtorek przez stołeczną policję”, „skutecznie wyrzucimy tych ludzi poza stadiony” (wypowiedź za PAP). Mówił też, że ma zamiar poprosić, żeby osobisty nadzór nad postępowaniem objął minister Zbigniew Ćwiąkalski. Ćwiąkalski chętnie mu przytakiwał. 4 września w TVN 24 minister sprawiedliwości mówił o zatrzymanych kibicach: „Musi być odpowiednia aparatura, żeby te osoby wyłapywać”.
Precz z polityki
Wicepremier Schetyna rzetelność tych dziennikarzy, którzy poświęcili wiele dni, by dojść do prawdy, próbował użyć w roli argumentu na swoją korzyść. W rozmowie z Moniką Olejnik w Radiu Zet, pytany o artykuł „Gazety Polskiej”, odpowiedział: „to jest absurdalne, nie polemizuję z tą gazetą”. A zapytany o zarzuty stawiane policji, mówił: „Ja jestem zdziwiony, że te sygnały, które teraz się pojawiają, nie pojawiały się zaraz po tym wydarzeniu, czyli dziesięć dni temu, tak naprawdę to miało miejsce i jestem zaskoczony, że wtedy nikt nie mówił, że był źle traktowany przez policję”. Wyjaśniamy, panie ministrze: mówiono nam o tym od razu, tyle że my nie piszemy artykułów na kolanie, nie sprawdzając faktów.
To, że Grzegorz Schetyna, który zdaniem naszych informatorów traktował tę akcję jako trampolinę do premierostwa, poprzez wykreowanie własnego wizerunku szeryfa, nigdy premierem nie będzie, jest dziś raczej pewne. Nie będzie premierem, bo nie wystawi go do tej funkcji samo jego ugrupowanie ze względu na zbyt wysokie koszty, gdy chodzi o wizerunek.
Jeśli jesteśmy krajem demokratycznym i cywilizowanym, to dla Grzegorza Schetyny i Zbigniewa Ćwiąkalskiego nie powinno być miejsca w polityce, w żadnym ugrupowaniu i na żadnym stanowisku. Kwestię odpowiedzialności kryminalnej poszczególnych urzędników powinno ustalić śledztwo, oczywiście nie prowadzone pod nadzorem osób będących w kręgu podejrzanych. Bo jeśli nie ukarzemy sprawców tych działań, jutro ktoś zada pytanie: jakie mamy jako państwo moralne prawo zamykać kogoś za pobicie jednej osoby, skoro nie zamkniemy takiego, kto represjonuje 752 ludzi?
|
HOWGH!
|