Fechtunek na listy otwarte miedzy Miklasem a Kowalczykiem (pasjonujaca lektura piora dwoch pieknych umyslow):
Miklas do Kowalczyka:
Cytat:
Pan Wojciech Kowalczyk
Panie Wojtku!
Z dużym zaskoczeniem przeczytałem na Pana blogu Pańskie przemyślenia, w efekcie których w sposób dramatyczny zdecydował się Pan na rezygnację z roli mediatora pomiędzy Zarządem Legii a Kibicami. Szczerze zawiodłem się też na Panu czytając "rewelacje" na temat domniemanego "spisku wiadomych sił" oraz rzekomych zakazów, które ponoć mają ze strony Klubu spaść lawinowo na uczestników wtorkowych wydarzeń. Spotkałem się z Panem niemal natychmiast po Pańskiej deklaracji w sprawie mediacji. Odbyliśmy długą i – jak sam Pan napisał – rokującą nadzieje na porozumienie rozmowę. Zakończyła się ona tym, iż miał Pan porozmawiać - jak Pan to określił- z "Najważniejszymi Kibicami". Więcej się Pan do mnie nie odezwał. Kolejna nasza telefoniczna rozmowa z mojej inicjatywy przekonała mnie, że "Najważniejsi Kibice" nie mają jeszcze żadnego stanowiska. I obiecał Pan się odezwać jak ono powstanie. Jedynie nieformalną drogą dotarły do mnie informacje, że w gruncie rzeczy "Najważniejsi Kibice", o których Pan mówił, wcale nie akceptują Pana jako mediatora. Czy to właśnie usłyszał Pan w podczas tego spotkania? Jeśli tak, to szkoda, że straciliśmy tyle czasu czekając na jego skutki.
W trakcie Pańskich "mediacji" (po krótkotrwałej przerwie) na stadion przy Łazienkowskiej wrócił niestety festiwal chamstwa wobec ITI i wszystkiego co się rusza mimo, że formalnie rozmowy za Pańskim pośrednictwem wciąż trwały i jak sam Pan to ujął "rokowały nadzieje". Ponieważ wciąż Pan milczał, znów nieformalną drogą "Najważniejsi Kibice" zasugerowali nam, że jeśli w ogóle, to będą rozmawiać bezpośrednio, bez jakichkolwiek mediatorów. Nie powiedzieliśmy wówczas "nie". Wyraziliśmy gotowość do tych rozmów, gdyż chcieliśmy zrobić wreszcie jakiś krok do przodu. Dlatego też nie postawiliśmy żadnych warunków wstępnych. W międzyczasie, z uporem godnym lepszej sprawy, "Najważniejsi Kibice" podjęli zmasowane działania ewidentnie szkodzące Klubowi. Mam tu oczywiście na myśli "pokaz" na sesji Rady Warszawy, na której Radni mieli zadecydować o przyznaniu pieniędzy na budowę nowego stadionu Legii. Mimo tego doszło do nieformalnych kontaktów z "Najważniejszymi Kibicami", ale niestety nie mogę mówić o ich szczegółach, bo strony tak się umówiły.
Równocześnie festiwal chamstwa wobec ITI nie tylko nie ustał, ale wręcz wzmógł się i rozciągnął na zawodników, jak pokazał mecz z Górnikiem w Zabrzu. Wciąż trwa bojkot wyjazdów organizowanych przez Klub. Z 300 biletów przeznaczonych na mecz z Polonią kupiono jedynie 40 sztuk. Reszta kibiców – ponad 700 osób - chciała wejść na stadion przy Konwiktorskiej w inny sposób. Wszyscy niestety wiemy jak się to skończyło. A wystarczyło kupić wszystkie 300. Zaś w przypadku, gdyby ich zabrakło, zwrócić się z prośbą do Klubu, aby ten poprosił Polonię o zwiększenie liczby biletów. Nie wiem jakby zachowałaby się Polonia. Nie było sensu pytać klubu z Konwiktorskiej, skoro z 300 biletów nie sprzedaliśmy nawet 15% dostępnej liczby. Dodatkowo cały czas trwają działania "Najważniejszych Kibiców" zmierzające w gruncie rzeczy do utrącenia idei budowy nowego stadionu. Szczycą się oni podobno, iż mają już ponad 20 "szabel" w Radzie Warszawy, które są z nimi i zagłosują przeciw stadionowi! Wciąż jednak walczą o więcej, bo 20 głosów to za mało. Jak więc widać Pańskie mediacje nie przyniosły Klubowi nic dobrego. Wczoraj dowiedziałem się z internetu, że kończy je Pan, równocześnie zapowiadając początek wojny, której nie jest w stanie zapobiec (w brak Pańskich możliwości akurat wierzę).
Sformułował Pan też w swoim blogu jakieś piramidalnie bzdurne zarzuty wobec Klubu sprowadzające się do tego, że to Klub sprokurował wtorkowe wydarzenia i teraz nałoży 700 zakazów. Od razu odpowiem Panu, iż Klub nie zamierza nakładać żadnych zakazów, natomiast będzie musiał zastosować się do zakazów sądowych, o ile takie zostaną nałożone. Klub jednak w swoim dzisiejszym oświadczeniu wyraził nadzieję, że sądy nie będą stosować odpowiedzialności zbiorowej.
Przykro mi więc iż w ten sposób postawił Pan sprawę. A może Pana zdaniem historia Pańskich mediacji wyglądała zupełnie inaczej? Czy nie dostrzega Pan iż "Najważniejsi Kibice" najwyraźniej wcale nie chcą porozumienia, a wręcz robią wszystko, żeby do niego nie doszło? Czy zgadza się Pan iż przytoczone wyżej fakty miały miejsce i nadal wierzy, że "Najważniejsi Kibice" działają w dobrej wierze i na rzecz Legii?
A co o tym wszystkim sądzą "Mniej Ważni Kibice Legii" może Pan przeczytać na stronach internetowych (polecam między innym wyniki sondy na legia.com.pl).
Leszek Miklas
|
Kowalczyk do Miklasa:
Cytat:
Napisał do mnie list otwarty prezes Legii Leszek Miklas. Jest rozczarowany, że nie będę mediatorem w sporze z kibicami i sugeruje, że to dlatego, bo wierchuszka kibiców mnie nie akceptowała. To – jakby napisał Miklas, stosując jego słownictwo – piramidalna bzdura. Panie prezesie, sygnały które do pana docierają, są fałszywe, więc radzę poszukać lepszych informatorów.
Wczoraj wyraziłem się jasno – po zajściach ze środy obie strony oddaliły się od siebie tak bardzo i chyba ostatecznie, że nie widzę żadnej możliwości porozumienia. Nie widzę, więc nie będę tracił czasu. Podejrzewam, że wojna na linii kibice – ITI się dopiero rozpoczyna. Nie nawołuję, tylko przewiduję, że tak będzie – to chyba różnica? Widzi pan różnicę między wywoływaniem deszczu i stwierdzeniem "chyba będzie padać"? Wyczuwa pan ją, panie prezesie?
Moim zdaniem ten konflikt szkodzi Legii, co nie zmienia faktu, że wszystko wskazuje na to, że się zaostrzy. Niestety, ale tak będzie. Jeśli nie jest pan oderwany od rzeczywistości, to chyba też pan to dostrzega.
Dwa razy apelowałem o zaprzestanie wyzywania ITI i dwa razy tego wyzywania nie było (pan to nazywa „krótkotrwałą przerwą”, co biorąc pod uwagę skromną liczbę meczów, które odbyły się na Łazienkowskiej jest przesadą). Pan tego gestu dobrej woli ze strony fanów nie dostrzegł, tylko udzielał w tym czasie bezsensownych wywiadów, dolewających oliwy do ognia. Oni wyciągli rękę, pan pytał: - I co z tego?
Moim zdaniem ani jedna, ani druga strona nie chce porozumienia. Ani kibice, ani pan. Każdy napisany przez pana list, każde wypowiedziane słowo tylko zaogniają sytuację. Na dziś trwa wyścig, kto napisze bardziej błyskotliwy list i przekona więcej osób. Dogadać nie chce się nikt.
Napisał pan o sprawie z Konwiktorskiej – że wy zakazów nie wydajecie, ale musicie respektować. I że „macie nadzieję”, że sąd nie zastosuje odpowiedzialności zbiorowej. Otóż dobrze wiecie, że zastosuje i wyczuwam, iż macie taką szczerą nadzieję. Niech pan stanie przed kamerą i powie z ręką na sercu – mam nadzieję, że nie będzie 700 zakazów stadionowych. Chciałbym to zobaczyć.
Mogliście udzielić kibicom – tym pomówionym – pomocy prawnej, mogliście chociaż nie wrzucać wszystkich do jednego wora. Ale w pańskich wypowiedziach w TVN nie było niczego w stylu „nie zgadzamy się na takie potraktowanie wszystkich naszych kibiców, trzeba walczyć z tymi, którzy naprawdę zawinili, a nie z przypadkowymi fanami”. Było? Przeoczyłem?
TVN – należący do ITI podobnie jak Legia – trąbi non stop o 700 bandytach, to samo robi onet, są teksty o zdemolowanym centrum miasta. Moim zdaniem właściciel klubu powinien dbać o wizerunek klubu i jego kibiców, a nie podkręcać atmosferę i pokazywać... widelce. Całe te medialne zamieszanie jest moim zdaniem sztucznie nakręcone, w wiadomym celu. Pan, jako prezes klubu, powinien wystąpić w telewizji i wziąć w obronę niewinnych ludzi. No, chyba że naprawdę pan wierzy w 760 agresywnych chuliganów, którzy do spółki oberwali jedno lusterko...
Panie prezesie, skończmy z tym aktorstwem – niech pan powie jasno, że nie chce żadnego porozumienia. Kibice też go nie chcą. Po co więc w tym wszystkim ja?
PS. Mało kulturalny ton pańskiego listu, ale nie obrażam się.
|
"PS" mogl sobie darowac, zwazywszy na jego wczesniejsza tworczosc.
|