legia.com.pl napisał(a):
"Kibole zdemolowali centrum miasta!" – przeczytać możemy na portalu Onet.pl. Kiedy uważny czytelnik zechce jednak dokładniej zlokalizować to "centrum" dowiaduje się, że chodzi o warszawski park na Podwalu. "Policja nie używała siły" – udziela wywiadu dla telewizji TVN rzecznik Komendanta Stołecznego Policji, nadkom. Marcin Szyndler. O tym, że używała i to w wyjątkowo brutalny sposób z mediów się już jednak nie dowiemy…
Prezentowany poniżej tekst z pewnością nie jest obiektywny - jest osobistą relacją z wydarzeń, które mieliśmy nieszczęście obserwować. Ma jednak jedną, ogromną zaletę - jest relacją osób, które były na miejscu...
- Nie będzie odpowiedzialności zbiorowej – zapewnia rzecznik stołecznej policji po wczorajszych zajściach z udziałem kibiców Legii w okolicach stadionu Polonii. Nie będzie, bo już była! Jak inaczej nazwać sytuację w jakiej znalazło się kilkuset ludzi (tak, tak – może to dla niektórych nowe spojrzenie na sprawę, ale kibic to też człowiek), którzy przez 4 godziny w bydlęcych warunkach, bez dostępu do wody i toalety, spałowani i zagazowani, wysłuchując aroganckich żartów i docinków funkcjonariuszy policji, pod ostrzałem kamer telewizji TVN, oczekiwali na zatrzymanie i przewiezienie na warszawskie komisariaty?
Ale po kolei. Wczoraj ok. godz. 18.00 kilkusetosobowa grupa kibiców Legii w asyście policji wyruszyła z centrum miasta w stronę ul. Konwiktorskiej. Po dojściu do stadionu Polonii odpalono kilka rac, które poleciały w stronę grupki fanów Polonii. Fakt niezaprzeczalny i ewidentnie naganny. Ale… Do akcji wkroczyła policja. Nie odizolowała jednak prowodyrów zajść, nie skupiła się na ściganiu osób, które rzucały racami (najsprawniejszych, którym w dziecinny sposób udało się wydostać spod czułych pieszczot policyjnych pał), a rzuciła się do pałowania i gazowania wszystkich, którzy akurat stanęli jej na drodze. To nic, że w centrum wydarzeń znaleźli się przypadkowi przechodnie, starsi ludzie wracający z zakupów, niewidomi, wychodzący z pobliskiej siedziby Polskiego Związku Niewidomych. Zamiast kordonem zepchnąć kibiców w jedno miejsce i dalej w spokoju odkonwojować do wyznaczonego celu, policjanci rzucili się z ułańską fantazją do pałowania. Tych bardziej krewkich mundurowych uspokajać musieli ich bardziej opanowani koledzy: - Już wystarczy! Już k… mówię! – krzyczeli do zaaferowanych akcją młodszych funkcjonariuszy, wylewających właśnie swoje życiowe frustracje pałami na kibiców. – Kto tu k… dowodzi!? – krzyczeli zdenerwowani dowódcy innych oddziałów, widząc nieporadność i nadgorliwość funkcjonariuszy. – Trzeba ich zrozumieć, dla wielu z nich to pierwsza taka akcja – tłumaczył młodych policjantów przed dziennikarzem jeden z bardziej doświadczonych funkcjonariuszy. Doprawdy bardzo to budujące – zostać spałowanym w imię ćwiczeń "zielonych" policjantów – kto by pomyślał, że będąc jedynie kibicem można się tak przysłużyć całemu społeczeństwu. Ale rzecznik prasowy policji zachowywał kamienną twarz i w chętnie udzielanych wywiadach przekonywał: - Policja w trakcie interwencji nie stosowała siły.
Sytuacja została szybko opanowana, policja uformowała kordon, połączyła wszystkie rozstrzelone wokół skrzyżowania ulic Konwiktorskiej z Bonifraterską grupki kibiców i odeskortowała wszystkich na Podwale. Tam fani Legii w spokoju oczekiwali na decyzje dowódców policji. Po kilkunastu minutach usłyszeli przez megafon: "Kibice Legii, tu policja. Nikt nie opuści kordonu, póki nie zostanie wylegitymowany! Prosimy o zachowanie spokoju i współpracę z policją." I rozpoczęło się kilkugodzinne oczekiwanie na "wylegitymowanie". Kiedy po dwóch godzinach bezczynności funkcjonariuszy ludziom zaczęły puszczać nerwy i zaczęli… pytać, kiedy w końcu zacznie się wypuszczanie z kordonu, usłyszeli, że mają skończyć dyskusje, albo "urządzi się im ścieżkę zdrowia". Były też bardziej oryginalne "żarty" policjantów, np. : "Jak się ściemni, to wszystkich zagazujemy". Kilka osób próbowało rozładować atmosferę – kibice odpalili race, położyli na trawie i zaintonowali: "Płonie ognisko i szumią knieje…", czym doprowadzili policję do wściekłości. Policjanci wpadli do środka kordonu i ugasili "ognisko". Kibice odpalili więc kolejne, z których dwie tym razem poleciały w stronę funkcjonariuszy. No i się zaczęło – ponownie, zamiast złapać osoby ciskające racami (według policji każdy ruch uczestników zajścia był ściśle monitorowany i filmowany, więc nie powinno z tym być problemu), policjanci postanowili pójść na łatwiznę – wbiegli w środek tłumu i zaczęli na oślep pałować i gazować ludzi. Wszystkich! - Przestańcie gazować! Tu są dziewczyny! – krzyczała przerażona kibicka. – Dziewczyny są? No to masz! – odpowiedział jej funkcjonariusz, ciskając prosto w twarz chmurą gazu z odległości pół metra! Ludzie dusili się, wili w konwulsjach. Wezwano pogotowie, które przez pewien czas od przyjazdu nie miało co robić, bo policja nie zgodziła się na wypuszczenie z tłumu najbardziej poszkodowanych osób!
Jeszcze o godz. 1.30 grupa kilkudziesięciu osób otoczona kordonem policji oczekiwała na zatrzymanie i przewiezienie do jednego z warszawskich komisariatów – od sześciu godzin bez picia, dostępu do toalety, bez prawa do pytań o to kiedy, dokąd i dlaczego zostaną przetransportowani.
Mówi się, że prawda zawsze leży po środku, że w sytuacji konfliktowej nikt nigdy nie jest bez winy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – ta stara prawda nie podlega dyskusji. Tak jest z pewnością również w tym przypadku – nikt nie kwestionuje tego, że kibice którzy dotarli pod stadion Polonii nie zachowywali się idealnie, że nie sprowokowali konfliktu z policją, rzucając w stronę fanów "Czarnych Koszul" rac. Czy jednak wolno któremukolwiek z dziennikarzy pisać, że "kibole zdemolowali centrum miasta", podczas gdy faktycznie ucierpiały dwie skrzynki pomidorów pobliskiego straganu warzywnego i to w wyniku panicznej ucieczki kibiców przed pałującymi na oślep panami w niebieskich mundurach? Czy można pisać o dzielnych policjantach uchylających się przed gradem kamieni, kiedy żadnych kamieni w pobliżu nie było? Czy w ogóle wolno, będąc dziennikarzem, opisywać wydarzenia, o których słyszało się z… innych mediów z perspektywy domowego fotela?! Czy wolno wypowiadać się przed telewizyjną kamerą, że policjanci nie użyli siły, kiedy faktycznie funkcjonariusze w brutalny sposób nadużywali pałek?!
Według policji około 700 pseudokibiców zostało zatrzymanych. 700 pseudokibiców, czy 700 osób pośród których są pseudokibice? Ilu osobom spośród tych setek postawione zostaną zarzuty czynnej napaści na funkcjonariuszy? Pięciu, dziesięciu, dwudziestu? Ilu z nich policja faktycznie udowodni dopuszczenie się czynu zabronionego? Z pewnością będziemy mogli policzyć ich na palcach jednej ręki. Maksymalnie kilkadziesiąt osób ponosi winę za zajścia - wczoraj spałowano, zagazowano i potraktowano jak zwierzęta kilkaset!
Ale - pokażcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf. Na swojej oficjalnej stronie internetowej stołeczna policja zapowiada już, że pośród zarzutów postawionych uczestnikom feralnego przemarszu znajdą się także te o "udział w zbiegowisku". Z tym zarzutem ciężko będzie komukolwiek dyskutować. Genialny sposób na podniesienie policyjnych statystyk – 700 zatrzymanych, 700 skazanych – media szaleją, policja triumfuje, ordery, pochwały, premie! – Po co szli! – usłyszałam wczoraj od osoby z klubu przy Łazienkowskiej. Fakt – pozamykajmy stadiony, spalmy wszystkie szaliki, zabrońmy kibicowania, a każdego łamiącego ten zakaz ku przestrodze publicznie wieszajmy przed ratuszem. Nie będzie burd, nie będzie rac, nie będzie problemów.. niczego nie będzie!
W trakcie całej akcji policji byliśmy świadkami tylko jednego zachowania funkcjonariuszy zasługującego na pozytywną ocenę. Młody chłopak leżący na chodniku – pobity, zgazowany, czy trafiony racą – nie wiemy, ale na pewno w kiepskim stanie. Policjant nachyla się do niego, wkłada do ręki portfel, który wypadł chłopakowi z kieszeni, zdejmuje mu z szyi szalik i podkłada pod głowę. Potem gładzi po głowie i mówi: "Spokojnie, karetka już jedzie". Czyli jednak można nosić niebieski mundur i pałę przy boku, a jednocześnie myśleć, czuć i pozostawać człowiekiem. Szkoda, że to wciąż w naszym kraju takie niepopularne.
|
Kilka godzin potem wpis na bloga Kowalczyka wyjaśnił wiele:
weszlo.com napisał(a):
Przykro mi, ale wycofuję się z mediacji na linii klub – kibice. Po tym, co się wczoraj stało wiem, że wojna fanów Legii z ITI dopiero się rozpoczęła i choćbym stanął na głowie, to jej nie powstrzymam. Poza tym dochodzi do mnie zbyt wiele sygnałów na temat tego, kto zainspirował wczorajsze wydarzenia i komu zależy na tym, aby było o nich jak najgłośniej i by przedstawiono je w odpowiednim świetle.
Nie wierzę w bajki, że stu policjantów zatrzymało 760 agresywnych chuliganów – gdyby tam było 760 agresywnych chuliganów, to by policja spieprzała gdzie pieprz rośnie. Na pewno znalazły się osoby, które zawiniły i które należało wyłapać, ale zastosowano odpowiedzialność zbiorową. Co gorsza – taką odpowiedzialność zastosował też klub. Wiem już, że wszyscy zatrzymani dostają dwuletnie zakazy stadionowe. Widzę więc, iż klub tylko czekał na taki pretekst i pozbywa się kibiców, którzy jeżdżą za Legią na mecze wyjazdowe. „Żyleta” w zasadzie przestaje istnieć.
Tak w ogóle, to nie rozumiem tych zakazów. Czy jeśli ja przywalę komuś na Bródnie, to dostanę zakaz stadionowy? A Piotr Świerczewski i Radek Majdan dlaczego nie dostali zakazu stadionowego za wydarzenia z Mielna? Coś się dzieje na ulicy, a klub daje zakaz. Naprawdę – dziwne.
Może przeszedłbym nad tym do porządku dziennego, gdybym wierzyć, że wszyscy zatrzymani byli chuliganami. Ale w to nie uwierzę nigdy. 760 chuliganów spowodowałoby chyba większe szkody niż dwa uszkodzone samochody i 0 (słownie: zero) rannych? Tymczasem ci „chuligani” stali sobie przez sześć godzin otoczeni przez policjantów. Oczywiście zaraz się pojawi argument, że skoro większość była taka niewinna, to mogła uspokoić resztę. Już to widzę, jak Mariusz Walter biega między jakimiś karkami i krzyczy "przestańcie". Raczej schowałby się za prywatnych ochroniarzy. Powiedzmy sobie szczerze - nikt normalny w takich sytuacjach nikogo nie uspokaja, tylko dba o swój tyłek.
Najważniejsze – widzę, jak TVN triumfalnie donosi o tych zdarzeniach (jak żadna inna stacja). Od dziennikarza tej stacji dowiaduję się, że szalikowcy Legii burdy wywoływali już w Moskwie – dziwne, do tej pory nikt o tym nie mówił. Za chwilę kibice będą winni wojny rosyjsko-gruzińskiej. Medialna maszynka ruszyła w ruch.
Miałem dobre chęci. Spotkałem się z prezesem Leszkiem Miklasem, potem spotykałem się z najważniejszymi kibicami (kilka razy). Wysłuchiwałem ich argumentów, miało zostać zorganizowane spotkanie wszystkich stron. Teraz to spotkanie nie ma sensu. 760 zakazów stadionowych oznacza, że Legia nie chce mieć kibiców. Zapomniała o jednym – chce czy nie chce, będzie ich miała.
|
Ładnie sobie to pewien koncern medialny ustawił. Uczniowie Urbana...
P.S. Dla zainteresowanych, można sobie poczytać: http://forum.legialive.pl/showthread.php?t=7171
Ostatnio edytowane przez spidey : 03.09.2008 o godz. 19:15.
|