Czytalem opinie ludzi mocno zdolowanych po losowaniu, rozmawialem z kibicami wscieklymi na to co po raz kolejny przyniosl nam los i choc dobrze to wszystko rozumiem, to jednak samemu zaliczam sie do osob, ktore wola upatrywac pozytywow kosztem negatywow. Moze to desperacja, a moze po prostu nabieram przyzwyczajenia do - jak to okreslil Maciek Skorza - "tradycyjnych losowan"
I tak na poczatek najprosciej wyobrazic sobie sytuacje, w ktorej losujemy Udinese badz Kopenhage i mimo teoretycznie wiekszych szans i tak odpadamy. W koncu to nie sa zadne leszcze. A zasada jest prosta - czym teoretycznie latwiejszy przeciwnik, tym wieksze uczucie rozczarowania i niedosytu w razie porazki.
Ogladajac ostatnio wystepy angielskich druzyn na arenie miedzynarodowej, jakos wcale nie wgniotlo mnie w fotel z przerazenia. Liverpool przechodzi druzyne z Belgii dopiero po golu w sto-ktorejs minucie dogrywki. Manchester City eliminuje nieznany dunski zespol po karnych, a Aston Villa remisuje na wlasnym stadionie z taksowkarzami i murarzami z Islandii. Wszystkie te mecze mialem okazje ogladac i uwiezcie, ze byly one nie lada meczarnia dla faworyzowanych Angoli. Jedynie A.Villa wystawila nieco rezerwowy sklad po wygraniu pierwszego meczu 4:1.
Inna rzecz, to proba wywolania poczucia grozy przez chlopakow z weszlo.com. Zamiescili filmik ze sparingu z Roma, wygranego przez Spurs 5:0. Wystarczy jednak przyjrzec sie kazdej ze straconych przez Wlochow bramek, by bardziej zrozumiec ten wynik. Warto tez dodac, ze Roma w przedsezonowych sparingach dostala tylko nieco mniejszy oklep od Rumunow ze Steauy (3:0). Dlatego ja bym sie nie przejmowal pogromami w sparingach. Kazdy chyba pamieta jak Legia swego czasu ogrywala czolowe francuskie zespoly, a potem zostala sprowadzona na ziemie przez Vetre Wilno.
A jesli przestaniemy sie w koncu trzesc przed rezultatami sparingow, to tym bardziej nie powinnismy pasc z wrazenia przed ligowymi wynikami "Kogotow". Zespoly jakie sprawily im oklep w dwoch pierwszych kolejkach, do scislej angielskiej czolowki z pewnoscia nie naleza.
Nie twierdze bynajmniej, ze mamy do czynienia z ogrami, ktorych nie wypada nie powiezc. Ot po prostu, jakis dysonans wobec pesymistow jest konieczny.
Kolejnym pozytywem jest bez watpienia rewanz na wlasnych smieciach, ale zeby dac sobie szanse na jego spozytkowanie, trzeba bedzie najpierw zrobic wszystko co tylko mozliwe, by z Londynu przywiesc korzystny wynik. To tutaj lezy klucz do ewentualnego awansu. Wiedza o tym Anglicy. Przypuszczalnie ich plan nie bedzie sie roznil, od tego jaki mieli Katalonczycy - wygrac u siebie jak najwyzszym wynikiem, bowiem w Krakowie nikomu nie jest latwo.
Teraz wszystko jest w naszych rekach i podejrzewam, ze drugi tak slaby mecz jak w Barcelonie, juz sie nie powtorzy.
Tlumacze sobie, ze czasem trzeba oberwac mocno po lbie i miec za soba tego typu doswiadczenia, aby w konsekwencji stac sie madrzejszym i lepszym.
Malo kto daje nam szanse, ale ja mysle ze stac nas na postawienie rywalowi ciezkich warunkow i przynajmniej do czasu rozegrania pierwszego meczu zdania nie zamierzam zmieniac.
Wisla nie gra juz z takim rozmachem jak chocby za Kasperczaka. Nie ma tez w przodzie poza Brozkiem wielkich indywidulanosci.
Ma jednak calkiem dobrych i doswiadczonych defensywnych pilkarzy, od postawy ktorych w tym dwumeczu bedzie zalezalo bardzo wiele.
W sumie to nawet dostrzegam spore analogie do dawnego Groclinu, ktory odprawil Man.City sila defensywy i roznica jednej bramki.
Podstawowa roznica polega na tym, ze tym razem nie ma mowy o lekcewazeniu i trzeba sie nastawiac na niezwykle ciezka przeprawe juz w pierwszym meczu.
Po jutrzejszym meczu z Chalsea, bez dwoch zdan wszyscy bedziemy madrzejsi. Ja akurat po raz pierwszy bede mial okazje zobaczyc w tym sezonie Tottenham i nie wykluczone, ze jednak zmienie zdanie
