Specjalnie obserwowałem Mauro po meczu i muszę przyznać, że niestety znowu miał gdzieś śpiewanie z nami... Gdy wszyscy piłkarze razem krzyczeli "Niepokonana" on stał z boku i nic, kompletna olewka.

Przykre bo jakaś wdzięczność za to piekło które odstawiamy na D by się przydała.