Cytat:
Brożek i długo, długo nic
Kiedy wiadomo już było, że Maciej Żurawski szykuje się do „odlotu” z Krakowa i obiera kurs na deszczową Szkocję, do pierwszego składu Wisły wprowadzano Pawła Brożka. Mimo, że już wtedy „Brozio” był piłkarzem Wisły od ładnych kilku lat, to jednak na swoją pozycję w drużynie pracował bardzo długo. Wielokrotnie krytykowany, przez niektórych nawet wyszydzany, pokazał w zeszłym sezonie, że jest najsilniejszym ogniwem krakowskiego klubu. Teraz kiedy Paweł jest na ustach całej Polski, a my liczymy się z jego odejściem, należy się zastanowić, kim zastąpić snajpera z nr.23.
To, że Paweł opuści Wisłę, jest niemal pewne. Jedyną niewiadomą jest to, kiedy „Brozio” spakuje walizki i wyjedzie na zachód zaprezentować swoje, strzeleckie umiejętności. Prawdopodobnie już zimą Brożek zostanie wytransferowany do innego klubu, a kasę Wisły zasili kilka milionów euro.
Brożek jest niekwestionowanym liderem drużyny i mimo młodego wieku jedną z ważniejszych postaci w wiślackiej szatni. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić, drużynę Macieja Skorży bez najlepszego strzelca minionego sezonu. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że Wisła traci bez Brożka 50% swojej siły ofensywnej.
Na dzień dzisiejszy możemy się cieszyć, że Paweł jest w wyśmienitej formie i już po 2. kolejkach ekstraklasy, prowadzi z trzema bramkami na koncie, w klasyfikacji najlepszych strzelców. Ale najwyższy czas zadać sobie pytanie: co będzie kiedy „Brozio” opuści Wisłę Kraków? Czy mamy na dzień dzisiejszy zawodnika, który bez kompleksów wejdzie do pierwszej drużyny i będzie zdobywał bramki? Czy owy zawodnik jest przygotowany na pełnienie takiej roli, nie tylko fizycznie ale również mentalnie? Niestety chyba nie.
Patryk Małecki, Rafał Boguski, Grzegorz Kmiecik, Tomasz Dawidowski, Andrzej Niedzielan czy w końcu Piotr Ćwielong – wszyscy Ci piłkarze, to gracze ofensywni, obligowani do strzelania bramek. Ale to tylko teoria, a ona nie musi iść w parze z rzeczywistością. Jestem daleki od twierdzenia, że wymienieni wyżej zawodnicy są słabi lub nie nadają się do gry w drużynie „Białej Gwiazdy”. Zresztą żadnego z nich nie można do siebie porównywać, bo prezentują zgoła odmienny styl gry. Należy zaznaczy także, iż każdy z nich jest w różnym wieku i posiada inne warunki fizyczne. O kontuzjach, przerwach grze już nie wspomnę. Trzeba jednak przyjrzeć się dokonaniom każdego z napastników Wisły, żeby odpowiedzieć sobie na nurtujące nas pytania.
Patryk Małecki - młody napastnik o wojowniczym charakterze. Jeden z ulubieńców kibiców na Reymonta. To właśnie w Patryku upatruje największą nadzieję, na zastąpienie Pawła Brożka. Po pierwsze: jest to zawodnik młody, ale jak na swój wiek obyty w pierwszoligowej rzeczywistości. Po drugie: nie jest postacią anonimową, a więc powinien poradzić sobie z presją mediów i kibiców. Dodatkowym atutem przemawiającym na korzyść „Małego” jest jego kilkuletni już przecież staż w Wiśle. Jeśli tylko Patryk zacznie więcej myśleć na boisku, grać dla drużyny, a mniej „kiwać”, może w niedługiej przyszłości z pożądanym skutkiem zastąpić Brożka w linii ataku. Inną sprawą jest fakt, iż trener Skorża niezbyt często daje „Małemu” szansę na pokazanie swoich umiejętności i zazwyczaj wystawia go na prawej pomocy.
Rafał Boguski – przeciwieństwo Patryka Małeckiego. Cichy, skromny, można odnieść wrażenie, że czasem przerażony. Na boisku jednak daje z siebie wszystko i nie boi się twardych starć z rywalami. Od czasów Kuby Błaszczykowskiego - to najlepszy transfer młodego pokolenia w Wiśle. Zrobił ogromne postępy i co ważne nie osiadł na laurach, lecz dalej się rozwija. Gracz ofensywny, ale chyba nie nadaje się na typowego snajpera. Rafał lepiej czuje się w roli cofniętego napastnika lub ofensywnego skrzydłowego, jego atutem jest dobre i dokładne podanie do partnera w ataku. Brakuje mu zimnej krwi w sytuacjach podbramkowych, nie zawsze jego decyzje są trafne. Mimo wszystko, Rafał może stać się jednym z lepszych, ofensywnych graczy w lidze polskiej. Niemniej jednak trudno porównywać go do Pawła Brożka.
Grzegorz Kmiecik – rosły napastnik, z Wisłą związany od zawsze, syn legendarnego, byłego gracza „Białej Gwiazdy”. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie brak u niego strzeleckiego „nosa” . Niestety wydaje się, że Grzegorz postępów w Wiśle już nie zrobi. Za dobry na młodą ekstraklasę, za słaby na pierwszą drużynę Wisły.
Tomasz Dawidowski – krótko: jeśli mógłby cofnąć czas, dzisiaj grały w silnym, europejskim klubie a nie w Wiśle. Ale to tylko gdyby. „Dawidowi” należy życzyć przede wszystkim zdrowia.
Andrzej Niedzielan – wielki pechowiec. Po kontuzji nie może nabrać wiatru w żagle, ale znając charakter Andrzeja, można wierzyć, że jeszcze się przełamie. Zawodnik jednak zaawansowany wiekowo i może braknąć mu czasu na zastąpienie Pawła.
Piotr Ćwielong – jak na razie, bardziej „Niebieski” niż wiślacki. Największym problemem Piotra jest chwiejność jego formy. Z chorzowskiej ławki rezerwowych, do lidera drużyny mistrza Polski, jeszcze bardzo długa droga.
|
źródło: SKWK
|