|
ranny ptaszek
Offline
|
#382

20.08.2008, 11:47
|
Nie przegrali
Cytat:
Nie mogę zebrać sił, by spisać korespondencję. Od niemal dziesięciu lat jeżdżę na wszystkie ważne mecze polskich siatkarzy, naoglądałem się już mnóstwa porażek i klęsk, ale jeszcze żadnej nie zniosłem boleśniej.
Po raz pierwszy nie potrafię uznać, że ci ludzie w ogóle przegrali.
Nie przegrali. W meczu z Włochami zobaczyłem na własne oczy twarde dowody, że w siatkówce różnica między zwycięstwem a porażką bywa czasem nie minimalna, lecz niewidzialna, na dobrą sprawę istnieje tylko na tablicy wyników. Tam, owszem, przegrali. Co zauważę i uznam, kiedy mózg zacznie normalnie mi normalnie pracować. Czyli nieprędko.
Uspokaja mnie Raul Lozano, że sędziowskie błędy nie mają znaczenia, nie wpływają na rozstrzygnięcie, arbitrzy mylą się na korzyść i niekorzyść obu stron. Jak do cholery mogą nie mieć znaczenia, jeśli pojedyncza akcja dzieli koniec świata od epokowego triumfu?! Nie piszę tego, by na kogokolwiek zwalać winę za niepowodzenie, to byłaby brednia, piszę, bo głowę poniewierają mi wspomnienia decydujących ułamków sekund, muśnięć piłki o dłonie, siatkę lub antenkę, wreszcie epizod z tie-breaka, w którym Winiarski po swoim ataku zasłużył na punkt, ale siedzący kilkadziesiąt centymetrów od jego wyciągniętej ręki sędzia odebrał mu go, podarował Włochom i zrobiło się 7:9.
Nie umiem wyobrazić sobie, co czują siatkarze, skoro ja skakałem nie pod siatką, lecz rozstrzęsiony z dala od boiska, a mam wrażenie, że ktoś wybebeszył mnie z wnętrzności i wsadził łeb do pralki. Pokazali w Pekinie Polacy wszystko. Pokazali jaja, grę na najwyższym światowym poziomie, szarpiącą za emocje nieustępliwość, poświęcenie i determinację.
Jak zwycięstwo od porażki nie różni się niczym, tak ćwierćfinał od ćwierćfinału różni się wszystkim. Przed czterema laty w Atenach nie mogłem na siatkarzy patrzeć na długo przed odpadnięciem, byli rozlazłą grupą bez właściwości, torturowali mnie pozorowaniem gry godnej igrzysk. I też wyczłapali czołową ósemkę.
W Pekinie osiągnęli ten sam wynik, ale nie potrafię się wściekać. Na razie jest we mnie tylko żal i współczucie, że znowu dostali po głowach. Przez ostatnie lata ledwie raz dopadli podium, przed i po niezapomnianym mundialu byli drużyną piątych miejsc i utraconych nadziei. Czy teraz, prawdopodobnie już bez Raula Lozano, jeszcze raz się podniosą? Wskoczą kiedykolwiek na podium?
R.Stec
|
|
|