Ryba psuje się od głowy. Jeśli tam w Wawie zarządowi lub właścicielom nie zależy na wynikach tak bardzo jak na wygraniu wojenki z kibicami , to tym bardziej nie ma co liczyć zawodników. A po cholerę im szarpać się?
Kontrakty są, zupełnie niezłe (a jak?). Presji na wynik z góry nie ma. To się czuje nawet licząc odległość z Wawy do Gdyni, tym bardziej czują to zawodnicy i trener. Wystarczy gra na alibi.
Trenera nie zwolnią, bo się nie stawia. Głupi by był, gdyby marudził, że nie może sobie dać rady grajkami, wtedy by się podłożył.
Grajki się nie wysilają: geld jest, dla kibiców nie warto bo wyzywają i nie dopingują (jeszcze się śmieją , o!), nikt ich za wynik nie tnie po premii ani zesłaniem do rezerw , naturalnie za inne pieniążki.
Głupi by trawę gryzł, wystarczy po meczu przed jakimś dziennikarzyną głupa popalić.
Prasa i tak im będzie reklamę robić, no bo jak bez Legii w czołówce, no jak

?
Wśród prominentnych kibiców naszej Wisełki dobry Pan Bóg nas chronił - kupił nas ten, komu zależy na piłce.
A nie ten, dla którego świat ma być urządzony według jego wizji, jak TVN czy GW (ta sama banda).
Tak czy tak szczęściarze z nas
