|
Podziwiam optymizm części z Was. Szczególnie tych opowiadających banały o tym, że w piłce wszystko jest możliwe. Powiedzcie mi kiedy w ostatnim dziesięcioleciu zdarzyła się sensacja porównywalna z ewentualnym wyeliminowaniem Barcy przez Wisłę? Wcześniejsze mecze mnie nie interesują, bo wtedy jeszcze nie było takiej przepaści pomiędzy średnimi i najpotężniejszymi klubami.
Ja za dobry wynik uznam każdy lepszy od przegranej 0-5. Jeśli do tego uda się strzelić gola lub gole to w ogóle będzie świetnie. Do meczu podchodzę na luzie - z nastawieniem "co ma być to będzie". Licząc nie tyle na dobry wynik, co momenty niezłej gry naszych zawodników i to, że dadzą z siebie wszystko.
Proszę oszczędzić mi wysłuchiwania głupot o tym jakie to mam barcelońskie kompleksy. Moje podejście do tego meczu wynika ze zwykłej analizy sytuacji, z faktu, że nasi najprawdopodobniej przegrają mecz w szatni, że mamy bramkarza, który ma kłopoty z koncentracją, że nasza obrona jest poobijana i brakuje w niej bodaj najlepszego zawodnika, że na wyjazdach gramy znacznie słabiej niż u siebie, że gorzej wykonujemy założenia taktyczne, że poza Brożkiem nie mamy prawdziwego egzekutora, itd. itp. Można by tak długo wymieniać.
|